sobota, 1 sierpnia 2009

MKP2009-T31.blogspot.com

Tydzień 31

2009-07-27 Poniedziałek

Kurier Szczeciński: Życie po liście 2009-07-26 20:40:43


Jeżeli inwestor nie wpłaci pieniędzy, sprzedaż stoczni rozpocznie się na nowo, a minister skarbu straci stanowisko - zapowiedział w piątek premier Donald Tusk. Przedstawiciel inwestora deklaruje jednak, że nie wycofuje się z zakupu zakładów.


Na wniosek inwestora termin zapłaty za majątek stoczni w Szczecinie i Gdyni został przesunięty z 21 lipca na 17 sierpnia. Zdaniem ministra skarbu Aleksandra Grada i reprezentującej kupującego spółki Polskie Stocznie, przyczynił się do tego wysłany do inwestora list Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego. Znalazły się w nim oskarżenia mówiące m.in., że Stocznia Szczecińska Nowa powstała w sposób bezprawny i części jej majątku są obarczone wadą prawną.


W piątek na konferencji prasowej premier Tusk zapowiedział, że jeśli pieniądze nie wpłyną do końca sierpnia, ze stanowiskiem pożegna się minister Grad, mimo, że dobre ocenia jego dotychczasowe działania. - Jest prośba ze strony inwestora o przedłużenie audytu, by mieć pewność, że wszystkie informacje, jakie otrzymał od ministra skarbu są rzetelne. To przedłużenie terminu powinno wystarczyć. Jeśli nie, trzeba będzie problem zamknąć, przejąć wadium i zacząć proces sprzedaży na nowo – mówił premier.


Zapowiedział też, że jest gotów w tym tygodniu rozmawiać w tej sprawie ze związkami.

- Najważniejsze, że premier podziela wątpliwości, które znalazły się w naszym piśmie skierowanym do niego i spotka się w tej sprawie z ministrem Gradem – podkreśla Krzysztof Fidura, szef „S” w SSN. - Dymisja ministra nie byłaby dla nas pociechą w sytuacji, gdy 8 tys. ludzi jest poza stoczniami, zakłady stoją zamknięte, a produkcja jest wstrzymana.


Reprezentujący inwestora Jan de Jonge na antenie TVN CNBC Biznes zapewnił, że nie ma mowy o wycofaniu się przez niego z transakcji. - Lepiej dobrze przejść przez ten proces, niż popełnić błędy i później mieć kłopoty z rewitalizacją stoczni z powodu wad prawnych, których nie udało się odkryć – wyjaśnił.


Nie milkną jednak wątpliwości dotyczące przyczyn opóźnienia w zapłacie. Mówił o nich m.in. senator Krzysztof Zaremba, który zorganizował konferencję pod bramą stoczni. - Wystąpienie ministra Grada ze śmieszną interpretacją, jakoby fakt niewywiązania się z płatności przez inwestora za majątek stoczni w Szczecinie i Gdyni był spowodowany listem małego, nieznanego stowarzyszenia, wydaje się absurdem i potwierdza przekonanie wielu szczecinian, stoczniowców oraz moje własne, że cała tzw. transakcja była przygotowana na potrzeby ostatniej kampanii wyborczej – zarzucał senator.


Powołując się ananimowego informatora w resorcie skarbu, piątkowy „Dziennik” stwierdził, że rzeczywistym powodem nie jest list, a brak zamówień na statki, czego mieli przestraszyć się katarscy inwestorzy.


Prof. Leonard Rozenberg z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego uważa jednak, że to nie statki są przyczyną. - Jeżeli to jest poważny inwestor, to kupuje stocznię nie po to, żeby dziś na niej zarobić. Teraz jest kłopot ze statkami, ale kryzys nie będzie trwał wiecznie. W tego typu transakcjach dosyć łatwo zniechęcić inwestora. Komuś na tym niewątpliwie zależy, bo ten list nie był przypadkiem. Wydaje mi się jednak, że nie jest on jedynym powodem przesunięcia wpłaty. Gdyby tak było, to przecież zapłaciliby za stocznię w Gdyni, której list nie dotyczy. To zły sygnał, który wszystko przedłuża, ale myślę, że inwestor się nie wycofa – uważa ekonomista. Marcin Kubera



Nasz Dziennik: QInvest: Nie kupilismy stoczni

Co łączy katarski fundusz QInvest i polskie stocznie w Szczecinie i Gdyni? Z oswiadczenia spolki przeslanego do "Naszego Dziennika" wynika, ze nie sa to relacje, na jakie wskazuje ministerstwo skarbu. QInvest wystepuje jako doradca klientow, ktorzy uczestnicza w procesie nabycia aktywow stoczni. Nie mozemy ujawnic nazwy klienta z przyczyn poufnych. Transakcja jest obecnie na odpowiednim etapie i czekamy na jej zakonczenie - poinformowala nas konsultant QInvest w Doha (stolica Kataru) Susie Pegan.


- Od wrzesnia ubieglego roku zapotrzebowanie na nowe statki spadlo o ponad 90 procent. W takich warunkach przeprowadzenie procesu restrukturyzacji stoczni to nie lada wyzwanie - powiedzial nam Reinhard Lüken, sekretarz generalny Europejskiej Wspolnoty Stowarzyszen Stoczniowych (CESA). Jego zdaniem, sytuacja Gdyni i Szczecina jest "niewatpliwie bardzo trudna" i czesciowo wynika z kryzysu gospodarczego, ktory szczegolne straty wywolal wlasnie w branzy stoczniowej. Pytany, czy slyszal o inwestycjach w branzy stoczniowej katarskiej spolki, prezentowanej przez polski rzad jako inwestor, szef CESA nie wskazuje takowych.

Zmeczeni cala sytuacja sa juz sami stoczniowcy w Gdyni i Szczecinie. Nie chca juz wyjasnien ministra Grada w sprawie katarskiego rzekomego inwestora i zwracaja sie bezposrednio do premiera. Krzysztof Zaremba, byly czlonek PO, obecnie senator, w swoim liscie rozeslanym do dziennikarzy oswiadczyl, ze pytania, ktore dzisiaj spedzaja sen z powiek nie tylko stoczniowcom, zadawal Donaldowi Tuskowi jeszcze w maju, kiedy Stocznia Szczecinska przestawala istniec. Zaremba zarzucil rzadowi, ze wielokrotnie probowal sie dowiedziec, czy w razie niewywiazania sie ze splaty naleznosci za majatek stoczni wadium przepadnie, czy okreslono limit czasu na dokonanie transakcji, a po przekroczeniu tego limitu ustana wzajemne zobowiazania stron i czy to inwestor zlozyl wniosek o przesuniecie terminu wplaty? Premier i minister milcza. W liscie senator tlumaczy, ze wystapienie Grada ze "smieszna interpretacja", jakoby fakt niewywiazania sie z platnosci przez inwestora za majatek stoczni w Szczecinie i Gdyni byl spowodowany "listem malego i nieznanego stowarzyszenia, wydaje sie absurdalnym oraz potwierdza przekonanie wielu szczecinian, stoczniowcow", a takze jego, ze "cala tzw. transakcja byla przygotowana na potrzeby ostatniej kampanii wyborczej". "Chce wierzyc, ze nie chodzi tutaj o spekulacje nieruchomosciami. Chce wierzyc, ze ocena, iz za ta transakcja stoi duzy operator nieruchomosciami z rynku krajowego, jest nieprawdziwa" - pisze Zaremba. "Dzisiaj slyszymy zapewnienia przedstawiciela przyszlych, niedoszlych wlascicieli majatku stoczniowego o tym, ze produkcja statkow bedzie tylko w Gdyni, a w Szczecinie konstrukcji stalowych. To oznacza, iz przemysl okretowy w Szczecinie zostal zlikwidowany przez rzad premiera Tuska, a gora 15 proc. powierzchni po stoczni moze byc potrzebna do ww. produkcji. Nasuwa sie jeszcze jedno pytanie: skoro watpliwosci dotyczyly tylko majatku stoczni w Szczecinie, to dlaczego inwestor nie zaplacil za majatek stoczni w Gdyni?". Senator podkreslil, ze budzet Szczecina po trzech miesiacach nieistnienia stoczni odczuwa brak 10 mln zlotych. Tymczasem zdaniem premiera Donalda Tuska, jedyna strata, ktora moglaby wyniknac z wycofania sie z umowy katarskiego inwestora, wynika z "poswieconego czasu" i licznych zabiegow ze strony rzadu, by udalo sie znalezc nabywce stoczni. - Nie bedzie tragedii, jesli inwestor sie wycofa, ale uznam to za porazke ministra Grada - mowil Tusk na konferencji prasowej. - Niech premier znajdzie w sobie odwage, zeby spotkac sie mimo wszystko ze stoczniowcami zarowno w Szczecinie jak i Gdyni i powtorzy im te slowa, ze pomimo obietnic szesc tysiecy osob nie bedzie mialo zapewnienia pracy. Niech powie, ze to, co bylo duma polskiego stoczniowca, inzyniera i konstruktora, a mianowicie cieszace sie olbrzymim uznaniem wszystkich armatorow swiatowych statki o najwyzszym stopniu skomplikowania technologicznego nie beda tam powstawac. Ze nie ma zadnej tragedii w tym, ze blisko stutysieczna rzesza osob zyjaca z przemyslu okolostoczniowego straci nadzieje na godziwe i uczciwe zycie - bulwersuje sie Joachim Brudzinski (PiS). - Jesli jedynym rozwiazaniem ma byc dymisja ministra Grada, to nasuwa sie pytanie, jak dlugo mozna jeszcze tolerowac premiera, ktory kieruje sie tylko i wylacznie wlasnym wizerunkiem, i jaka tragedia musi sie stac, by szef rzadu podal sie do dymisji - dodaje. Zdaniem Brudzinskiego, "inwestora nigdy nie bylo", a sprawa jest jedna wielka mistyfikacja. Jego slowa potwierdzil Zaremba, wedlug ktorego oswiadczenie premiera oznacza, ze "transakcja to chwyt wyborczy". W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" senator uznal dzialania rzadu za "niepowazne". - Moja ocena jest skrajnie negatywna - powiedzial Zaremba. - Premier Tusk i PO powinni zaplacic polityczny rachunek wyborcom w Szczecinie i Gdyni, i zrobia to. Zamierzam wykorzystac wszystkie swoje kompetencje, by rzad poniosl konsekwencje tych zagrywek - stwierdzil. W maju premier Donald Tusk chwalil sie swoimi sukcesami, informujac spoleczenstwo: "Zwiedzilem pol swiata, rozmawialem z wieloma ludzmi, zeby znalezc inwestora dla przemyslu stoczniowego w Polsce - udalo sie, jest taki inwestor". Wysilki Tuska wychwalal rowniez minister Aleksander Grad, ktory sukces nazwal "ukoronowaniem dzialan premiera". - Jesli podczas kampanii wyborczej Tusk mial odwage, by mowic, ze jest inwestor, statki beda nadal budowane, a stoczniowcy beda mieli prace, to niech dzisiaj nie chowa sie za plecami ministra Grada - mowi Brudzinski.

Wojciech Kobryn



Rzeczpospolita: Maleją zamówienia na statki

Piotr Rudzki , afp 27-07-2009, ostatnia aktualizacja 27-07-2009 00:53


Recesja mocno zaszkodziła przemysłowi stoczniowemu, a trwała poprawa jest mało możliwa w najbliższym czasie – ocenia w raporcie Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). W największym europejskim porcie w Rotterdamie po sześciu miesiącach 2009 r. przeładunki spadły o 13,4 proc. Przed kryzysem transport morzem silnie rozwijał się przez kilka lat, co skłaniało inwestorów i armatorów do mnożenia zamówień. Teraz sytuacja się zmieniła. Z 10 500 statków zamówionych na świecie po pierwszym półroczu tego roku zrezygnowano z ok. 600, a w wielu przypadkach odroczono terminy odbioru. – Najgorsze dopiero nastąpi – stwierdza szef badań w morskiej firmie maklerskiej Barry Rogliano Salles – Jean-Frédéric Laurent. Firma ocenia , że w 2009 r. liczba anulowanych kontraktów dojdzie do 20 proc. Tegoroczne zamówienia spadły o 90 proc. w porównaniu z 2008 r.



Gazeta Wyborcza: Stoczniowcy jadą do Grada

mpr 2009-07-27, ostatnia aktualizacja 2009-07-27 15:34


Minister Skarbu Aleksander Grad spotka się w środę z przedstawicielami stoczniowych zawiązków zawodowych ze Szczecina i Gdyni - informuje Polskie Radio Szczecin. Minister ma przekonywać związkowców, że katarski inwestor - mimo przesunięcia terminu wpłaty za majątek obu stoczni - nie zamierza wycofać się z inwestowania w obu zakładach.



Gazeta Wyborcza: Napieralski pyta: Co się tu dzieje?

Kov 2009-07-27, ostatnia aktualizacja 2009-07-27 19:40


Kondycją Zakładów Chemicznych Police muszą w trybie pilnym zainteresować się sejmowe komisje, a ze strony rządu powinna nastąpić ewentualna interwencja, by nie doszło do upadku - powiedział w Szczecinie szef SLD Grzegorz Napieralski. Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej lider Sojuszu podkreślał, że jest mocno zaniepokojony sytuacją stoczni szczecińskiej i ZCH Police.

- Jako poseł z tego okręgu pytam: co się tu dzieje?! - mówił Napieralski.


Zdaniem SLD ZCH Police zagrożone są upadłością. Niepokojące są coraz gorsze wyniki finansowe. W pierwszym kwartale tego roku spółka miała 175 mln zł straty. Napieralski skrytykował premiera Donalda Tuska za wypowiedź dotyczącą stoczni szczecińskiej, że jak katarska spółka do 17 sierpnia nie wpłaci pieniędzy, to nie będzie tragedii.

- Zachowanie premiera świadczy o tym, że szykuje grunt do przekazania najgorszych wiadomości, że nie ma inwestora i nie będzie stoczni - mówił w Szczecinie Napieralski.


Szef SLD oświadczył, że ewentualna, zapowiadana przez Tuska dymisja ministra skarbu Aleksandra Grada nie jest żadnym rozwiązaniem, nie uratuje stoczni szczecińskiej (minister ma zostać zdymisjonowany, jeżeli do końca sierpnia sytuacja stoczni w Szczecinie i w Gdyni nie zostanie wyjaśniona).

- Tego ministra trzeba zdymisjonować, ale co z miejscami pracy dla stoczniowców? - pytał Napieralski.

Lider Sojuszu skomentował również głośny wywiad, jakiego "Newsweekowi" udzielił wicepremier Waldemar Pawlak.

- Od dawna słyszy się, że między PO a PSL iskrzy - mówił Napieralski. Zachęconej wynikami do PE Platformie wydaje się, że będzie mogła samodzielnie rządzić, że jest partią najważniejszą i najmądrzejszą.



Polskie Radio Szczecin: Związkowcy ze stoczni spotkają się z ministrem


W środę ma dojść do spotkania ministra skarbu Aleksandra Grada z przedstawicielami wszystkich związków zawodowych stoczni Szczecińskiej i Gdynia. W piątek resort przesłał pismo w tej sprawie do stoczniowców. W liście minister skarbu pisze, że spółka założona przez katarskiego inwestora, który kupił oba zakłady, nie czekając na fizyczne przejęcie aktywów, wykonuje wszelkie prace mające na celu możliwie jak najszybsze przystąpienie do produkcji statków. Jacek Kantor z zakładowej Solidarności'80 w Stoczni Szczecińskiej Nowa zapewnił, że związkowcy spotkają się z ministrem Gradem. - Chcielibyśmy, żeby minister zdał nam relacje co rzeczywiście zaszło, że nastąpiło przesunięcie czasowe i żeby na spotkaniu był obecny prezes Polskie Stocznie Jan de Jonge, który potwierdziłby, że inwestor dalej jest rzeczywiście zainteresowany zakupem stoczni i chodzi tylko o dodatkowe ekspertyzy - mówi Kantor. Do 17 sierpnia główny inwestor stoczni Gdynia i Szczecin - Stichting Particulier Fonds Greenrights - ma przekazać pieniądze za ich majątek. Zgodnie z planem, miał to zrobić do 21 lipca. Zdaniem ministra skarbu wątpliwości inwestora wzbudził list od Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni, w którym napisano m.in. że stocznia w Szczecinie mogła być "pralnią brudnych pieniędzy". W czwartek resort skarbu przesłał wnioski do prokuratury i ABW, by zbadały powody wysłania przez Stowarzyszenie listu do głównego inwestora stoczni Gdynia i Szczecin. Premier Donald Tusk zapowiedział, że jeżeli nie dojdzie do zakupu stoczni przez katarskiego inwestora minister skarbu Aleksander Grad straci stanowisko. Wyświetlono 4162 razy, ostatnia aktualizacja: Janusz WILCZYŃSKI - 2009-07-27 20:09:142009-07-26, 15:12: Janusz Wilczyński



Polskie Radio Szczecin: SLD pyta o stocznię i ZCh Police


Co dalej ze stocznią, co dalej z zakładami chemicznymi Police? - pytają politycy SLD.

Przewodniczący partii, Grzegorz Napieralski przypomniał dzisiaj na konferencji prasowej słowa premiera Donalda Tuska, który mówił, że "nawet jeżeli inwestor się wycofa, to będziemy szukać dalej", a zdaniem działaczy Lewicy, to "przygotowanie gruntu na najgorsze, czyli wizji upadku tego przemysłu."- Czy polski rząd jest wiarygodny? - zastanawia się Grzegorz Napieralski - Rozumiem, że jeśli przychodzi inwestor i negocjuje z polskim rządem zakup ważnego przedsiębiorstwa, to rozumiem, że stanowisko rządu jest na tyle wiarygodne, że jakiekolwiek listy są traktowane niepoważnie. Zdaniem polityków SLD, sprawa prywatyzacji stoczni jest zagadkowa. - Chcielibyśmy wiedzieć więcej - dodaje Napieralski. - Deklaracja premiera, że jak nie dojdzie do transakcji, będzie dymisja jednego z ministrów, ale co my powiemy stoczniowcom w Szczecinie?Zdaniem Dariusza Wieczorka, niewiele lepiej jest w Zakładach Chemicznych Police. - Firmie grozi upadłość - podkreśla Wieczorek. - Jeżeli prezesem ZCh Police zostaje osoba, która została zwolniona dyscyplinarnie z tego Zakładu, to znaczy, że coś dzieje się nie tak.Politycy SLD chcą, aby sprawą Polic zajęły się sejmowe komisje skarbu i gospodarki. Wyświetlono 130 razy, ostatnia aktualizacja: Łukasz SZEŁEMEJ - 2009-07-27 17:14:382009-07-27, 17:04: Andrzej Kutys



Polskie Radio Szczecin: Minister Grad chce uspokoić związkowców


Minister skarbu Aleksander Grad zaprosił na środę przedstawicieli związków zawodowych działających w stoczniach Szczecin i Gdynia. Związkowcy domagali się spotkania z premierem w związku z wątpliwościami dotyczącymi katarskiego inwestora, który nie wpłacił pieniędzy, choć wygrał przetarg na majątek stoczniowy. Rzecznik resortu skarbu Maciej Wewiór zapowiada, że minister będzie chciał uspokoić stoczniowców. Tymczasem Donald Tusk zapowiedział w piątek, że ze stoczniowcami spotka się dopiero, gdy ta rozmowa nie przyniesie rezultatów. - Inwestor, a informacja nie przebija się w mediach, nie zamierza wycofywać się z zakupu majątku stoczniowego - mówi Wewiór. Konieczność przeprowadzenia dodatkowych czynności sprawdzających ma związek m.in. z listem, który trafił do inwestora. W korespondencji Szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego reprezentujące około 1600 akcjonariuszy Stoczni powiadamia inwestora, że majątek szczecińskiego zakładu został przejęty niezgodnie z prawem. Osiem zaproszonych na środę związków zawodowych ma czas na odpowiedź do 15. W środowym spotkaniu wezmą najprawdopodobniej udział Solidarność, OPZZ i Solidarność'80 - dowiedziało się Radio Szczecin. Zakończyło się spotkanie, które zorganizowała część stoczniowych związków zawodowych z parlamentarzystami, których miał zaprosić senator Krzysztof Zaremba. Jak się dowiedzieliśmy, oprócz niego brał w nim udział pełnomocnik posła Grzegorza Napieralskiego z SLD. W spotkaniu nie uczestniczyli działacze stoczniowej Solidarności, którzy, jak stwierdzili, są przeciwko upolitycznianiu procesu prywatyzacji zakładu. Wyświetlono 1206 razy, ostatnia aktualizacja: Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-07-27 13:11:282009-07-27, 12:03: Informacyjna Agencja Radiowa, Anna Arabska



Puls Biznesu: Za rok otwarcie odcinka S-3 z Gorzowa Wlkp. do Szczecina

PAP Puls Biznesu, pb.pl,27.07.2009 20:38


Za rok zostanie otwarty 82-kilometrowy odcinek drogi ekspresowej S-3 z Gorzowa Wlkp. do Szczecina - zapowiedział minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, który w poniedziałek przyjechał na budowę lubuskiego odcinka trasy, by ocenić stan prac. "Budowanie dróg ekspresowych i autostrad to priorytet w działaniach rządu. Dobra droga i infrastruktura to układ nerwowy gospodarki" - powiedział minister. Drogę buduje niemal 1 tys. osób przy wykorzystaniu prawie 200 samochodów ciężarowych, 70 koparek i 50 walców. Na tym odcinku trasy znajdą się cztery węzły drogowe, 77 wiaduktów, 120 przepustów, dziesięć miejsc obsługi podróżnych.

"Droga ekspresowa łącząca północ z południem ma nie tylko znaczenie dla województw: lubuskiego, zachodniopomorskiego i dolnośląskiego, ale dla całej Polski. Jest częścią ważnego korytarza transportowego, który ze Skandynawii poprowadzi na południe Europy" - mówiła wojewoda Helena Hatka. Podziękowała ministrowi za wsparcie przy wprowadzaniu zmian w projekcie węzła Gorzów-Północ, a także przy zwiększeniu do sześciu liczby pełnych węzłów autostrady A-2 na terenie województwa lubuskiego. S-3 to droga ekspresowa na trasie Świnoujście-Lubawka o długości ok. 470 km. Poprowadzi od kompleksu portów morskich Świnoujście-Szczecin na północy, wzdłuż zachodniej granicy kraju, przez Gorzów Wlkp. i Zieloną Górę, Nową Sól, Zagłębie Miedziowe (Głogów, Polkowice, Lubin, Legnica) do południowej granicy z Czechami. Droga S-3 w całości ma być gotowa na przełomie 2015 i 2016 roku. (PAP)



Portal Morski: Bikovo powiększa chorwacką flotę promową Opublikowano: 27 lipca, 2009

Chorwacki narodowy operator promowy, Jadrolinjia, wprowadził do swojej floty prom Biokovo. Jest to jedenasty prom wprowadzony przez firmę w ciągu ostatnich pięciu lat.Jednostka – zbudowana przez Stocznię Brodosplit za 14 mln dolarów – została ochrzczona przez chorwackiego Sekretarza Stanu, Branko Baacica.Biokovo jest w stanie pomieścić 1 300 pasażerów i 138 samochodów. Prędkość maksymalna jaką osiąga, to 13 węzłów. Prom będzie kursował między miastami Split i Supetar. Jadrolinjia planuje włączenie kolejnej jednostki promowej do swojej floty w kwietniu 2010 roku.


Portal Morski: Terminal LNG na Hokkaido Opublikowano: 27 lipca, 2009

Nippon Oil Corp zamierza zbudować na wyspie Hokkaido terminal przechowujący i sprzedający gaz ziemny.Terminal powstanie w mieście Kushiro. Jego budowa ma rozpocząć się już na początku przyszłego roku podatkowego i ma kosztować 105 mln dolarów.W kwestii obsługi terminalu, możliwa jest współpraca z Tokyo Gas Co..


Portal Morski: Sovmortrans: wzrósł przeładunek kontenerów Opublikowano: 27 lipca, 2009

W pierwszej połowie bieżącego roku przeładunek kontenerów w terminalu Sovmortrans CJSC (St. Petersburg) wzrósł niemal czterokrotnie – do 7 133 TEU. Odnotowany wzrost jest skutkiem powiększenia powierzchni terminalu. Sovmortrans CJSC (Sovfrakht Group) powstał w 1989 roku. Specjalizuje się w transporcie morskim, drogowym i kolejowym.



MI: Droga S3 już za rok

Jakub 27.07.200917:15


27 lipca 2009 r.; Minister Cezary Grabarczyk na budowie odcinka S3 Gorzów Wlkp. - Szczecin27 lipca br. Minister Infrastruktury Cezary Grabarczyk wraz z Wojewodą Lubuskim Heleną Hatką wizytował budowę odcinka drogi ekspresowej S3 z Gorzowa Wlkp. do Szczecina. W spotkaniu, które odbyło się na granicy województw lubuskiego i zachodniopomorskiego, wzięli również udział: Wicewojewoda Jan Świrepo, Dyrektor Generalny Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego Jarosław Barańczak, samorządowcy oraz przedstawiciele oddziałów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z Zielonej Góry i Szczecina.- Droga S3 oraz autostrada A2 sprawią, że nasze województwo będzie miało jedną z najlepszych infrastruktur drogowych w kraju – powiedziała w trakcie spotkania Wojewoda H. Hatka. Inwestycja zostanie oddana do użytku w 2010 roku.

***

Odcinek drogi ekspresowej ze Szczecina do Gorzowa Wlkp. ma prawie 82 kilometry długości. Znajdą się na nim 4 węzły drogowe, 77 wiaduktów, 120 przepustów, 10 miejsc obsługi podróżnych i 2 obwody utrzymania. Drogę buduje niemal 1000 osób, prace są prowadzone przy użyciu 200 samochodów ciężarowych, 70 koparek i 50 walców.



MW: 20 lat służby Gdynia 2009-07-27 12:12


18 tysięcy godzin nalotu, udział w ponad 230 akcjach ratowniczych i 130 uratowanych osób to dorobek załóg śmigłowców typu W-3 wykonujących zadania w barwach lotnictwa Marynarki Wojennej. Jutro mija 20 lat od kiedy lotnicy morscy jako pierwsi w Siłach Zbrojnych rozpoczęli eksploatację tych maszyn. Trzy lata później do służby nad Bałtykiem weszła wersja ratownicza tego śmigłowca – W-3RM „Anakonda”.


28 lipca 1989 roku, do służby w ówczesnej 18. Eskadrze Lotnictwa Łącznikowego Marynarki Wojennej stacjonującej na lotnisku w Gdyni Babich Dołach wszedł pierwszy śmigłowiec W-3 „Sokół” w wersji transportowej. Miesiąc później do maszyny o numerze burtowym 0209 dołączyła druga – z numerem 0304. Znajdują się one obecnie na wyposażeniu klucza śmigłowców transportowych 28. Puckiej Eskadry Lotniczej. W powietrzu spędziły łącznie ponad 4400 godzin.


W 1991 roku dotychczasowa 18. Eskadra Lotnictwa Łącznikowego została przeformowana w 18. Eskadrę Lotnictwa Ratowniczo – Łącznikowego MW. 16 lipca 1992 roku na jej wyposażenie weszły pierwsze dwa śmigłowce ratownicze W-3RM „Anakonda” o numerach burtowych 0505 i 0506. Ta wersja śmigłowca W-3 wyprodukowanego przez zakłady lotnicze w Świdniku powstała na zapotrzebowanie lotnictwa MW. Kolejne maszyny lotnicy morscy otrzymali w 1993 (0511, 0512), 1996 (0513), 1998 (0813) i 1999 roku (0815). Ostatni, najnowszy śmigłowiec tego typu z numerem burtowym 0906 wszedł do służby w 2002 roku. Dwie najstarsze „Anakondy” znajdują się obecnie na wyposażeniu 29. Eskadry Lotniczej w Darłowie, pozostałe - na wyposażeniu 28. Eskadry Lotniczej w Gdyni Babich Dołach.


Śmigłowce W-3RM systematycznie uczestniczą w krajowych i międzynarodowych manewrach. Ich załogi wielokrotnie reprezentowały lotnictwo Marynarki Wojennej na pokazach lotniczych w kraju i za granicą. Łączenie maszyny te wykonując swoje zadania spędziły w powietrzu 18 tysięcy godzin. Od 1995 roku załogi W-3RM pełniące dyżury w systemie ratownictwa morskiego i lotniczego uczestniczyły w ponad 230 akcjach ratując życie 130 osób.


W-3RM „Anakonda” jest śmigłowcem przeznaczonym do wykonywania zdań poszukiwawczo - ratowniczych nad wodą i lądem, w zróżnicowanych warunkach atmosferycznych w dzień i w nocy. Na pokład może zabrać do 8 rozbitków. Jest wyposażony w dźwig burtowy z wciągarką elektryczną przeznaczoną do podnoszenia lub opuszczania ludzi i ładunków za pomocą pętli, chusty, dwuosobowego kosza ratowniczego lub noszy. Śmigłowiec posiada sześć nadmuchiwanych pływaków rozmieszczonych wokół kadłuba, dzięki którym po wodowaniu w sytuacji awaryjnej załoga i pasażerowie mają czas na ewakuację. Trzy „Anakondy” są wyposażone w system obserwacji w podczerwieni FLIR a jedna w system obserwacyjny SAFIRE sprzężony z reflektorem (tzw. szperaczem). W skład załogi W-3RM wchodzi dowódca, drugi pilot, technik pokładowy, lekarz i ratownik.


Lata służby i doświadczeń sprawiły, że maszyny te zdobyły uznanie lotników morskich dlatego niektóre z nich dorobiły się swoich nieoficjalnych imion: „Kaśka”, „Pszczółka”, „Mało-lata” czy „Siłacz”. Najstarszy śmigłowiec transportowy z nr 0209 nazywany jest „Babcią”.



MW: Odszedł na wieczną wachtę Gdynia 2009-07-27 10:33

Komandor porucznik rezerwy Jerzy Lewandowski, były Szef Sekcji Technicznej Ośrodka Szkolenia Nurków i Płetwonurków WP, odszedł na wieczną wachtę. Uroczystości pogrzebowe z udziałem wojskowej asysty honorowej rozpoczną się w środę (29 lipca) o godzinie 11:30 w kościele parafialnym w Szemudzie o czym zawiadamia pogrążona w smutku rodzina.



Kurier Szczeciński: Żeglarz też musi 2009-07-26 20:40:43


Ledwo się nieco ociepliło, a już słyszymy o zamykaniu kąpielisk z powodu skażenia wody bakteriami kałowymi, czyli szerzej ujmując – odchodami. W sporej części winny temu jest brak oczyszczalni ścieków np. w Szczecinie. Ale część odpowiedzialności za skażenie spoczywa też na żeglarzach pływających po Zalewie Szczecińskim i jeziorze Dąbie.


Większe jachty mają toalety i zbiorniki na odchody. Mniejsze – mogą mieć tzw. toalety chemiczne, wstawiane na czas rejsu. Najmniejsze nie mają żadnych urządzeń służących zaspokajaniu potrzeb fizjologicznych. Przepisy wyraźnie zakazują opróżniania zbiorników z fekaliami na wodach śródlądowych. Taki sposób pozbywania się odchodów dozwolony jest na otwartym morzu, w odległości kilku mil od brzegu. Teoretycznie, toalety powinny być opróżniane w portach i przystaniach. W praktyce nie udało nam się znaleźć nad jeziorem Dąbie i Zalewem Szczecińskim przystani wyposażonej w urządzenia do opróżniania pojemników na fekalia.


Takie urządzenia będziemy mieć, kiedy przystań jachtowa zostanie przebudowana i powiększona – mówi Marcin Spiżewski, bosman portu w Lubczynie. – Dziś problem rozwiązujemy poprzez współpracę z firmą, którą możemy wezwać w razie potrzeby. Jej pracownik przyjedzie i opróżni zbiornik. Jest jedno ale: zapotrzebowanie na tę usługę jest znikome, choć port jest codziennie pełen jachtów.

Urządzenia do wypompowywania fekaliów nie ma też w porcie w Trzebieży. Bosman portu mówi krótko: nie ma zapotrzebowania.


Jak więc rozwiązywany jest problem pełnych zbiorników? Kilku zapytanych znajomych żeglarzy nie ukrywa, że w sposób najprostszy, poprzez opróżnienie pojemników w czasie rejsu. Otwiera się zawory, zawartość wypływa. Odchody z toalet chemicznych wylewane są za burtę i po sprawie. Czy żeglarze uważają, że to dobra metoda? Odpowiadają pytaniem: a co mamy zrobić?


Przybywa jachtów i żeglarzy, zwiększa się więc ilość wylewanych do wody odchodów. Jest prawdopodobne, że w części odpowiadają one za letnie skażenie wody w popularnych kąpieliskach. Wystarczy, że płytka woda nieco się nagrzeje, a bakterie mnożą się jak szalone. Efektem jest komunikat Sanepidu o zamknięciu kąpieliska.

Jedynym rozwiązaniem jest wyposażenie przystani jachtowych w urządzenia do opróżniania zbiorników na fekalia. Świetna okazja właśnie się nadarza, bo wszystkie najważniejsze przystanie czeka modernizacja pod hasłem budowy Zachodniopomorskiego Szlaku Żeglarskiego. Miejmy nadzieję, że projektanci nie zapomną o naprawdę drobnej portowej inwestycji, jaką jest urządzenie do wypompowywania odchodów. To koszt rzędu 15 tysięcy złotych. Warto też, by zarządcy portów zachęcali do korzystania z takiej usługi niskimi cenami. Cezary MARTYNIUK



Dziennik Bałtycki: "Polonez" zacumował w Gdańsku


Dwadzieścia lat czekał na zwodowanie "Polonez", jeden z najbardziej znanych polskich jachtów. W latach 1972-1973 kpt. Krzysztof Baranowski opłynął nim samotnie świat. Początkiem tego rejsu był udział "Poloneza" w transatlantyckich regatach samotnych żeglarzy OSTAR 1972, w których zajął 12 miejsce na 43 startujących. Historyczny jacht, dowodzony przez kpt. ż. w. Bruno Salcewicza, znakomitego szczecińskiego żeglarza, wpłynął do portu gdańskiego. Zacumował w Marinie Gdańsk, w której można go oglądać.

Kpt. Baranowski powrócił "Polonezem" do Szczecina z wokółziemskiego rejsu 24 czerwca 1973 roku, witany entuzjastycznie przez ponad 120 tys. szczecinian. Był on drugim Polakiem, po kpt. Leonidzie Telidze, który tego dokonał, i pierwszym naszym żeglarzem, który samotnie okrążył burzliwy przylądek Horn. Żeglarza nagrodzono samochodem - fiatem 125 p.

Władze zadbały o propagandowy wydźwięk rejsu "Poloneza", jako kolejnego sukcesu epoki Gierka. Jacht wystawiono na placu Defilad w Warszawie, a potem - w Moskwie. W 1973 roku przekazano go Jacht Klubowi Akademickiemu Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie. Po trzech latach kpt. Baranowski powrócił na pokład "Poloneza", aby z załogą studentów WSM uczestniczyć w międzynarodowych regatach oceanicznych i zlocie żaglowców Operacja Żagiel 1976 w Nowym Jorku, które odbyły się z okazji 200-lecia Stanów Zjednoczonych. Po zlocie kpt. Baranowski z żoną, córką i synem popłynął na Wielkie Jeziora Amerykańskie, a potem spłynął Missisipi do Zatoki Meksykańskiej i przez Atlantyk wrócił do Szczecina.

- W 1987 roku szczecińska WSM sprzedała "Poloneza" Lechowi Grobelnemu, znanemu z afery Bezpiecznej Kasy Oszczędności - opowiada kpt. Salcewicz. - Jacht utknął na lądzie. Na szczęście stał w hali, co umożliwiło przetrwanie kadłuba. Grobelny zamierzał przebudować "Poloneza", będącego jachtem regatowym na turystyczny. Zgromadził też materiały i wyposażenie. Ponieważ go aresztowano, niepilnowany jacht został rozkradziony. Groziło mu odsprzedanie do Niemiec. Aby do tego nie dopuścić z Marcinem Marchajem, synem słynnego teoretyka żeglarstwa, Czesława, odkupiliśmy kadłub. Sam byłem nawet z wizytą u Grobelnego, który przebywał w więzieniu we Włocławku, żeby załatwić formalności z tym związane. Koszt renowacji jachtu przekraczał jednak możliwości finansowe osób, które podejmowały się tego zadania. Uratowała go firma Włodarzewska SA z Warszawy, która zleciła odbudowę.

Biało-czerwoną banderę podniesiono na odrodzonym jachcie 13 czerwca 2008 roku. Kapitanem i zarazem opiekunem "Poloneza" został kpt. Bruno Salcewicz. W tym roku jacht przypłynął do Jastarni. Po rejsach na Zatoce Gdańskiej 30 lipca przeprowadzony został do Gdańska, w którym gości pierwszy raz.

Właściciele "Poloneza" rozpatrują możliwość pozostawienia go w Gdańsku. Jako jacht historyczny mógłby on cumować w marinie i żeglować m.in. z młodzieżą.


"Polonez"

Jacht oceaniczny

Rok budowy - 1971

Długość całkowita - 13,8 m

Szerokość - 3,8 m

Zanurzenie - 2,2 m

Typ osprzętu żaglowego - kecz bermudzki

Powierzchnia ożaglowania - 80 m kw.

Wyporność - 12 ton

Rejon żeglugi - nieograniczony

Załoga - 6 osób

Materiał kadłuba - drewno mahoniowe (obłóg - warstwy sklejonych pasów grubego forniru drewnianego)

Miejsce budowy - Stocznia Morska Stocznia Jachtowa im. Leonida Teligi

Projektanci - Edward Hoffman, Czesław Gogołkiewicz i Kazimierz Kuba Jaworski

Rok odbudowy - 2008

Miejsce odbudowy - firma Usługi Szkutnicze Yacht Planker Service Szczecin

Armator - firma deweloperska Włodarzewska SA Warszawa

Port macierzysty - Szczecin


35 424 tyle tysięcy mil morskich pokonał "Polonez" w rejsie dookoła świata

Jacek Sieński - POLSKA Dziennik Bałtycki



Rzeczpospolita: W środę spotkanie stoczniowców z Gradem

eww , ksta 27-07-2009, ostatnia aktualizacja 27-07-2009 20:16


Kiedy i na jakich warunkach stocznie będą sprzedane. To najbardziej interesuje związkowców. Działacze chcą także zapewnień o wznowieniu w niedługim czasie produkcji statków. Związkowcy ze Stoczni Gdynia i Szczecin chcą spotkać się pojutrze z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem, który w piątek, wraz z zaproszeniem na spotkanie, przesłał im pismo ze stanem zaawansowania prac nad projektem sprzedaży majątku.

- Potrzebujemy wyjaśnienia, jaka jest obecnie sytuacja stoczni – powiedział Dariusz Adamski, przewodniczący stoczniowej „Solidarności”. Chodzi zwłaszcza o to, że inwestor podejmuje działania mające na celu jak najszybsze uruchomienie produkcji statków. - Jesteśmy ciekawi co to za prace, bo tutaj w stoczni nic się nie dzieje i nikogo nie ma.


Związkowcy chcą, by Jan Ruurd de Jonie, prezes Polskich Stoczni potwierdził, że transakcja zostanie sfinalizowana, a inwestor wystąpił jedynie o dodatkowy audyt.


Premier uspokaja

Premier Donald Tusk uważa, że katarski inwestor nie wycofa się z zakupu stoczni w Gdyni i Szczecinie. Jego zdaniem, nawet gdyby do tego doszło, to można ponownie ogłosić sprzedaż obu stoczni.

- Niezależnie od tego, co się stanie z zainteresowaniem tego funduszu, to nie można mówić o klęsce. Została rozstrzygnięta procedura sprzedaży, jest wadium. Jeśliby się okazało, że inwestor stracił z różnych powodów zainteresowanie stoczniami, to będziemy podejmowali na nowo próbę sprzedaży ich majątku - powiedział Tusk podczas briefingu na gdańskim lotnisku w Rębiechowie. - Wszystkie zapewnienia płynące ze strony naszych partnerów katarskich brzmią dość uspokajająco. To nie jest tak, że stracili zainteresowanie - dodał.


Tusk podkreślił, że polska strona nie jest też bezradna wobec inwestora. Dodał, że współpraca z Katarem ma nie tylko dotyczyć zakupu gazu z tego kraju, ale także dużych inwestycji w inne gałęzie polskiego przemysłu.


- Umówiliśmy się na wieloletnią strategiczną współpracę, na bardzo duże inwestycje w Polsce. To jest chwila próby dla obu stron, dlatego jestem dość spokojny jeśli chodzi o finał tej sprawy - wyjaśnia premier.


Wszystkiemu winny jest list?

21 lipca Stichting Particulier Fonds Greenrights, czyli główny inwestor obu stoczni wystąpił o wydłużenie terminu zapłaty przypadającego na ten dzień - do 17 sierpnia. Stało się tak z powodu listu od Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego w Polsce. Znalazło się w nim m. in. stwierdzenie, że stocznia w Szczecinie mogła być "pralnią brudnych pieniędzy". Inwestor ma zapłacić za majątek stoczni Gdynia i Szczecin odpowiednio ponad 287 mln zł oraz ponad 94 mln zł.

Dziś do prokuratury wpłynęło zawiadomienie ministra skarbu w sprawie listu. List wpłynął już także do ABW. Prokuratura ma 30 dni na podjęcie decyzji o ewentualnym wszczęciu postępowania.



2009-07-28 Wtorek


e-swinoujscie.pl: Bunge ucieknie ? Wtorek, 28. Lipiec 2009 06:17


Może nie dojść do wybudowania potężnego magazynu zbożowego przez amerykańską firmę Bunge w Świnoujściu. Powodem są problemy w negocjowaniu umowy z Portem Handlowym Świnoujście. Koncern Bunge jest działającym w wielu krajach świata producentem i sprzedawcą zbóż, pasz dla zwierząt i produktów spożywczych. W Polsce należą do niego między innymi ZakładyTłuszczowe Kruszwica. W tym roku miał on wybudować w świnoujskim porcie potężny magazyn na śrutę sojową o pojemności 45 tysięcy ton, którego roczne przeładunki mogłyby sięgać 0,5 mln ton. Inwestycja ma być warta ok. 70 mln złotych. Jak się jednak dowiedzieliśmy, stanęła pod znakiem zapytania, a inwestor jest bliski wycofania się z niej... Więcej przeczytasz w dzisiejszym Kurierze Szczecińskim www.kurier.szczecin.pl



Kurier Szczeciński: Nowe szkolenia - nikłe zainteresowanie zwalnianych stoczniowców 2009-07-28 15:24:28


40 tys. zł na założenie własnej firmy mogą otrzymać osoby zwalniane z sektora przemysłu okrętowego, które skończą kurs przygotowany przez Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie.


Projekt finansowany z funduszy UE zakłada szkolenie, pomoc w uruchomieniu działalności gospodarczej i bezzwrotną dotację na założenie własnej firmy. Jednak zainteresowanie szkoleniami jest niewielkie.

- Liczyliśmy, że w pierwszym etapie przeszkolimy około 30 osób, choć możemy znacznie więcej. Niestety zainteresowanie projektem, który ruszył 15 lipca, jest bardzo małe - zgłosiło się do nas tylko kilka osób - powiedziała Jadwiga Nagórska z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości.

- Nie rozumiemy tak małego zainteresowania atrakcyjną przecież ofertą. Przygotowujemy kolejne ulotki informujące o projekcie - dodała.


Krzysztof Fidura z „Solidarności” Stoczni Szczecińskiej powiedział, że stoczniowców zniechęcają długotrwałe i skomplikowane procedury, jakie trzeba przejść, by dostać pieniądze na założenie własnej firmy.


Projekt kierowany jest do osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy były zatrudnione w branży okrętowej lub w firmach kooperujących, lub pracują i są zagrożone utratą pracy - z terenu woj. zachodniopomorskiego.

- Wielu z tych ludzi to absolwenci naszej uczelni, dlatego chcemy im pomóc w trudnej sytuacji i opracowaliśmy program, który pomoże im założyć własną firmę i rozpocząć nowe życie - dodała Nagórska.


Uczestnicy projektu po spotkaniach z indywidualnymi doradcami zawodowymi i po przejściu szkoleń z zakresu zakładania działalności gospodarczej „ABC przedsiębiorczości” będą mogli otrzymać bezzwrotną dotację do 40 tys. zł na założenie oraz rozwój własnej firmy, a także wsparcie pomostowe przez kolejne sześć miesięcy lub nawet rok. Z samej tylko Stoczni Szczecińskiej zwolnionych zostało około czterech tysięcy osób, a kilkaset kolejnych w spółkach kooperujących. Stoczniowcy, którzy stracili pracę, mają również możliwość podjęcia szkoleń prowadzonych przez firmę DGA, a przygotowanych w ramach programu zwolnień monitorowanych. Jak powiedział Jarosław Lasecki z DGA, z trzech i pół tysiąca osób, które przystąpiły do programu zwolnień monitorowanych, szkolenia podjęło 1500 osób, reszta ma być objęta szkoleniami do października. Udział w szkoleniach DGA nie wyklucza szkoleń oferowanych przez ZUT - obie instytucje współpracują ze sobą.

- Teraz zintensyfikujemy działania informacyjne, tak aby zapoznać jak najwięcej stoczniowców z możliwościami szkoleń pod katem założenia własnej firmy - powiedział Lasecki.

Projekt „Twój biznes” przygotowany przez szczeciński ZUT współfinansowany jest ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki 2007-2013. (PAP)



Kurier Szczeciński: Gdańsk: pierwsza na świecie elektrownia na morskie fale 2009-07-28 17:57:01


Prototyp elektrowni falowej - pierwszego tego typu urządzenia na świecie - zaprezentowano we wtorek w Gdańsku. Zbudowana w gdańskiej Stoczni Odys konstrukcja została przekazana inwestorowi z Danii. Praca urządzenia polega na zmianie energii kinetycznej fal morskich na podwyższone ciśnienie oleju hydraulicznego, który następnie porusza silnik hydrauliczny sprzężony z prądnicą. Wykonawca zapewnia, że specjalny olej nawet przy potencjalnym wycieku nie jest groźny dla środowiska naturalnego. Prototyp elektrowni może wyprodukować od 500 kW do 1,1 MW energii. Tyle samo prądu może wytworzyć jedna elektrownia wiatrowa. Właściciel stoczni Robert Studziński powiedział podczas konferencji prasowej, że autorem pomysłu i wstępnego projektu jest spółka Wave Star Energy z Danii. Stocznia Odys wraz z gdańskim biurem konstrukcyjnym StoGda wykonały projekt szczegółowy. Przygotowanie projektu i budowa trwała około 2,5 roku. Zaznaczył, że dotychczas było kilka prób wykorzystywania energii fal morskich do produkcji energii elektrycznej na całym świecie. - Niestety do dnia dzisiejszego nie ma urządzenia, które spełniałoby założenia teoretyczne projektowe - dodał.

- Dotychczasowe próby budowy podobnych elektrowni kończyły się niepowodzeniem, bo urządzenia były za słabe i przy pierwszych sztormach ulegały zniszczeniu - powiedział dziennikarzom właściciel duńskiej firmy Jorgen M. Clausen.


Studziński poinformował, że pierwszy stworzony w Gdańsku model wielkości 1:10 już pracuje od kwietnia 2006 roku i jest zlokalizowany na północno-zachodnim wybrzeżu Danii na Morzu Północnym. Od tego czasu urządzenie przetrwało siedem znacznych sztormów, które nie uszkodziły maszyny. Zaprezentowany we wtorek model jest większy, bo już w skali 1:2. Elektrownia będzie zainstalowana przy molo w Hanstholm w Danii. Studziński zapewnia, że konstrukcja „powinna wytrzymać każdy sztorm”, ale nie będzie pracowała podczas dużego sztormu. Jego zdaniem, będzie mogła pracować przy sztormie do sześciu stopni w skali Beauforta. Duński inwestor poinformował, że „projekt musi być zoptymalizowany i dopiero po szczegółowych badaniach zaprezentowanego we wtorek modelu przystąpi do budowy następnej elektrowni o docelowej wielkości do 6 MW” - dodał Clausen. Inwestor i stocznia planują, że gotowy produkt może być oddany do eksploatacji w 2011 r. Odmówili podania informacji na temat kosztów budowy i eksploatacji prototypu elektrowni falowej. Zdaniem autorów konstrukcji, fale morskie mają większy potencjał energetyczny oraz są bardziej stabilne niż wiatr, przez co potencjalnie istnieje dużo wyższa możliwość wykorzystania tego typu energii do produkcji elektryczności. Zakłada się, że elektrownie falowe mogą pokryć 20-30 procent ogólnego światowego zapotrzebowania na energię elektryczną, a dodatkowo ta energia może być tańsza od dotychczasowych źródeł energii odnawialnej. Prywatna Stocznia Odys w Gdańsku zbudowała m.in. most w centrum Dublina. Działa na terenie byłej stoczni gdańskiej. W zależności od potrzeb zatrudnia od 380 do ponad 500 osób. Powstała w 2002 r., a działalność stoczniową prowadzi od 2004 r. Ma cztery zakłady na terenie Gdańska. Głównymi klientami stoczni są firmy z Europy Zachodniej i Skandynawii. Właściciel poinformował, że spółka ma obroty porównywalne ze Stocznią Gdańsk SA zatrudniającą ponad pięć razy więcej osób. (PAP)



Głos Szczeciński: : Statek PŻM-u na Spitsbergenie

Piotr Jasina 27 lipca 2009, 19:45


Statek PŻM rozpoczyna kolejny sezon żeglugowy. Będzie przywoził węgiel z norweskiej kopalni. PŻM jest jedynym armatorem, który w te trudne nawigacyjnie rejony zapuszcza się tak dużymi statkami. Trzeba znakomitych umiejętności i doświadczenia załogi, by takim kolosem wcisnąć się w norweskie fiordy. - Wcześniej żegluga klasycznymi statkami handlowymi jest tam niemożliwa ze względu na zalodzenie – wyjaśnia Krzysztof Gogol z PŻM. – W tym roku przewóz norweskiego węgla z odkrywkowej kopalni, leżącej nieopodal portu Svea, do portów zachodnioeuropejskich, będzie realizowany panamaxem „Armia Krajowa” (74 000 ton).


W prawie 60 letniej historii Polskiej Żeglugi Morskiej jej statki wielokrotnie przecierały szlaki handlowe i ustanawiały stałe nowe połączenia. Przykładów takich jest wiele. W 1958 roku peżetemowski parowiec „Tczew” jako pierwszy z bloku wschodniego rozpoczął regularny przewóz towarów do portów Afryki Zachodniej. Z kolei w 1967 roku prom „Gryf” ustanowił pierwszą stałą linię pasażerską pomiędzy Polską a Skandynawią. W 1976 roku ogromny tankowiec „Giewont II” o nośności 137 tysięcy ton, pod dowództwem kpt. Tadeusza Gapińskiego jako pierwszy tej wielkości statek wpłynął na Bałtyk przez pogłębioną wówczas przez Duńczyków cieśninę Wielki Bełt.


Kapitanowie PŻM cenieni są na całym świecie.

Nic dziwnego, że kiedy norweska firma Jebsen postanowiła po raz pierwszy wysłać na Spitsbergen po ładunek węgla duży statek, zwróciła się właśnie do PŻM – podkreśla Gogol. –

Nikt wcześniej nie odważył się wcisnąć takim kolosem w wąskie norweskie fjordy.


W lipcu 2001 roku w pionierską podróż do portu Svea, leżącego wewnątrz fiordów Van Mijen na Spitsbergenie, wyruszyły dwa peżetemowskie statki: „Solidarność” oraz „Armia Krajowa”.

Najtrudniejszą częścią rejsu było przejście przez wąską cieśninę Aksela. Mierząca 228 metrów długości i 38 metrów szerokości „Solidarność” przepłynęła w odległości ok. 500 metrów od lądu z prędkością 5 węzłów. Wszystko odbyło się bez najmniejszych problemów.


Duże masowce umożliwiły Norwegom pełne wykorzystanie kopalni odkrywkowej w Svea – jednej z trzech funkcjonujących na Spitsbergenie. Tylko statki PŻM w poprzednich sezonach przewoziły stąd ponad milion ton rocznie węgla na zachód Europy.

- Dla marynarzy ze Szczecina podróże na Spitsbergen są egzotyczną odmianą w codziennej pracy – dodaje Dogol. – Można natknąć się na wieloryby i liczne stada fok. Polarny, górzysty krajobraz jest czymś, co przynajmniej raz w życiu warto zobaczyć. Załogi rzadko jednak schodzą na ląd. Nie ma po co. Zamiast dobrej portowej tawerny, można tu spotkać jedynie białe niedźwiedzie.



Portal Morski: Chińskie stocznie: 15.87 mln DWT w sześć miesięcy Opublikowano: 28 lipca, 2009

Według China National Association of Ship Industries, w pierwszej połowie bieżącego roku chińskie stocznie zbudowały statki o łącznej nośności 15.87 mln DWT, czyli o ponad 60% więcej niż w roku poprzednim. Zysk płynący z wybudowanych jednostek sięgnął 37 mld dolarów. Specjaliści przewidują jednak, że wahania produkcji na przełomie ostatnich kilku lat sprawią trudności chińskim stoczniom tuż po realizacji nowych zamówień.


Portal Morski: Ważny kontrakt dla niemieckiego zakładu produkcyjnego Opublikowano: 28 lipca, 2009

Niemiecka grupa stoczniowa, Hegemann, otrzymała zamówienie od bremeńskiego armatora na jednostkę offshore. Wartość zamówienia, którego finalizacja planowana jest na rok 2011, to 143 mln dolarów. Nie wiadomo jeszcze, która ze stoczni grupy zbuduje statek. Jedna z nich, Peene Werft, potrzebuje nowych zamówień pomimo portfela zamówień wypełnionego do 2012 roku. Rada zakładowa stoczni uważa, że w niektórych sektorach pracownicy zaczną doznawać częściowego bezrobocia już od września tego roku.



Trybuna: Ostatni taki kontrakt


A1 do Pyrzowic, przetargi autostradowe do końca roku

Kontrakt na budowę ostatniego 16-km odcinka autostrady A1 z Piekar Śl. do lotniska w Pyrzowicach podpisano wczoraj w Katowicach. Do wiosny 2012 r. konsorcjum Budimex Dromex i Mostostal Warszawa ma oddać drogę, której budowa będzie kosztować 1,83 mld zł. Jak poinformował wiceminister infrastruktury Radosław Stępień, to ostatni podpisany w Polsce kontrakt, który będzie realizowany w tradycyjny sposób, tzn. bez udziału prywatnego koncesjonariusza.


Odcinek z Piekar Śl. do Pyrzowic jest ostatnim z siedmiu odcinków autostrady od przejścia granicznego z Czechami w Goczałkowicach do lotniska w Pyrzowicach. W sierpniu, kiedy mają rozpocząć się prace, w trakcie budowy będzie pozostałych 92,2 km A1. Krzysztof Raj, dyrektor katowickiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, poinformował, że łączny koszt budowy autostrady od granicy do lotniska to ponad 8 mld zł plus ponad 600 mln zł na przygotowania, dokumentację i wykup nieruchomości. W tym roku do użytku mają być oddane: węzeł Sośnica, gdzie przetną się autostrady A4 i A1 oraz 15,5-km odcinek z Sośnicy do Bełku. W 2010 r. ma być ukończona budowa trasy pozwalająca dojechać z Gliwic do granicy czeskiej. Do wiosny 2012 gotowe będą pozostałe odcinki do Pyrzowic.


Dariusz Blocher, prezes Budimeksu Dromeksu, zapowiedział, że w 2014 r. firma ma ukończyć odcinek A1 – trasy łączącej północ z południem Polski – z Pyrzowic do Częstochowy. W sumie autostrada A1 na Śląsku będzie miała 166,8 km, z czego 92,2 km jest realizowane w systemie tradycyjnym, a 74,6 km w systemie koncesyjnym. To część kontraktu dotyczącego 180 km autostrady między Pyrzowicami a Strykowem. Odcinek ten wybudują za 6,7 mld zł firmy Budimex Dromex i Ferrovial Agroman.


Wiceminister Stępień zapewnił, że jedyny odcinek A1, na który nie ogłoszono dotychczas przetargu, od Strykowa na północ, powinien być ukończony przed 2012 r. – Jest to kwestia przetargu. Będzie on w najbliższych miesiącach ogłoszony tak jak wszystkie pozostałe przetargi autostradowe – zapowiedział. Podkreślił, że umowa dotycząca budowy w systemie koncesyjnym 180-km odcinka Pyrzowice – Stryków została już zawarta. Koncesjonariuszem jest Autostrada Południe SA. Drogę wybudują: Budimex Dromex, Cintra Concessiones i Ferrovial Agroman. – W tej chwili koncesjonariusz ma czas na zebranie finansowania. Do stycznia przyszłego roku musi przedstawić resortowi infrastruktury pełne finansowanie budowy tego odcinka – powiedział Stępień. Jego zdaniem, ponieważ jest to długi odcinek, trzeba liczyć się z tym, że również zebranie finansowania będzie trochę trwało. – Spodziewamy się, że jesienią wpłyną pierwsze raporty od koncesjonariusza na temat postępów w zamknięciu finansowym tej drogi – dodał.


Stępień zapowiedział, że przed końcem roku będą ogłoszone wszystkie przetargi związane z budową autostrad, łącznie z ostatnim odcinkiem autostrady A4. Przy wszystkich budowanych w Polsce autostradach do ogłoszenia pozostały cztery główne przetargi. Na odcinek A1 od Strykowa na północ do Kowala, odcinek A4 z Rzeszowa na wschód do Jarosławia oraz dwa odcinki w zachodniej części autostrady A2. Zapowiedział jednocześnie zmianę sposobu nazewnictwa węzłów autostradowych, o co zabiegały samorządy. Chodziło o to, by duże węzły nazywano przede wszystkim nazwami dużych miast znajdujących się w pobliżu.



2009-07-29 Środa


Dziennik Bałtycki: Największy przeładunek w historii Lotosu: kolejny reaktor przypłynął do Gdańska


Ważący prawie 1200 ton reaktor do produkcji paliw wyładowano wczoraj na nabrzeżu gdańskiego Lotosu. Reaktor R2 nazwany "Paweł" to największa tego typu konstrukcja przeładowywana w Gdańsku. Przeładunek trwał ponad 5 godzin. Ta potężna operacja inżynieryjna Grupy Lotos rozpoczęła się na początku maja tego roku. - Do gdańskiej rafinerii przetransportowano wówczas trzy z czterech reaktorów o łącznej masie prawie 2700 ton - tłumaczy Krzysztof Kopeć z biura prasowego Grupy Lotos. - Są to aparaty instalacji łagodnego hydrokrakingu (MHC) budowanej w ramach Programu 10+. Całą operacja zakończy się w sierpniu postawieniem najcięższego reaktora "Paweł". MHC to instalacja, w której produkowane będą komponenty paliw silnikowych, głównie olejów napędowych. Zgodne z planem instalacja zostanie przekazana do uruchomienia w listopadzie 2010 r. Podróż reaktorów do Gdańska rozpoczęła się już na początku kwietnia. Najpierw statkiem przeznaczonym do transportu ciężkich ładunków wielkogabarytowych, reaktory płynęły z włoskich portów Marghera i Marina Di Carrara. Po przeładowaniu reaktorów w terminalu DTC, zostały one pojedynczo spławione Martwą Wisłą do nabrzeża gdańskiej rafinerii, skąd trafiły na plac tymczasowego składowania. Od maja przez 2 tygodnie trwały kolejne transporty trzech reaktorów instalacji MHC. Transport reaktorów do rafinerii zależny był od pogody i stąd odstępy pomiędzy poszczególnymi operacjami. Kapitanat portu zezwalał na transport przy wietrze poniżej 3 stopni Beauforta. - W rafinerii na najcięższy reaktor R2 "Paweł" czekać będą dwa żurawie gąsienicowe firmy Sarens - mówi Krzysztof Kopeć. Główny dźwig podnosi maksymalnie 1600 t a dźwig pomocniczy 600 t. O rozmiarze obu konstrukcji świadczy fakt, iż transport obu żurawi do gdańskiej rafinerii wymagałby użycia 120 samochodów ciężarowych typu TIR. Aby nie doszło do zablokowania dróg, większa część elementów żurawi została jednak przetransportowana drogą wodną - statkiem z bazy firmy Sarens w Belgi a następnie barkami do nabrzeża Grupy Lotos. W ramach realizowanego w gdańskiej rafinerii Programu 10+ powstaje szereg nowych, zaawansowanych technologicznie instalacji, które pozwolą przede wszystkim na zwiększenie zdolności przerobu ropy naftowej o 75 proc. - z poziomu 6 mln ton do 10,5 mln ton rocznie. Pierwsze instalacja wybudowana w ramach Programu 10+ została oddana już do użytku w lipcu. Na koniec czerwca stan realizacji Programu 10+ osiągnął poziom 82 proc. Robert Kiewlicz - POLSKA Dziennik Bałtycki



Głos Szczeciński: Szczecin: Stoczniowcy jadą do ministra Grada

Piotr Jasina 29 lipca 2009, 6:45


Minister skarbu spotka się dziś ze związkowcami ze Szczecina i Gdyni, którzy chcą wiedzieć co zamierza inwestor. Chcą poznać nawet czarny scenariusz. Związkowcy ze stoczni szczecińskiej i koledzy z Gdyni jadą w środę do Warszawy na spotkanie z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem. Główny temat rozmów, to inwestor, który nie zapłacił za majątek obu stoczni.

Poprosiliśmy ministra, by zaprosił także na spotkanie prezesa Polskich Stoczni Jana Ruurda de Jonge – informuje Krzysztof Fidura, szef „Solidarności” Stoczni Szczecińskiej Nowa. – Chcemy usłyszeć od niego, jako przedstawiciela inwestora, co Qinvest zamierza.


Związkowcy są bardzo zaniepokojeni postawą inwestora, który zwleka z zapłatą za kupiony w przetargach majątek stoczni.

Role są przecież bardzo czytelne i podzielone – wyjaśnia Fidura. – Resort skarbu jest gwarantem sytuacji prawnej, inwestor jest gwarantem finansowym. Minister Grad wielokrotnie zapewniał, że SSN nie ma żadnych wad prawnych. Poza tym – powtórzę to po raz kolejny – jeśli nawet byłyby jakieś wątpliwości, to przecież nie dotyczą stoczni w Gdyni, na którą był osobny przetarg. Dlaczego więc za zakład w Gdyni inwestor też nie zapłacił? Jeśli bowiem przyjąć za powód zarzuty podniesione w liście stowarzyszenia, dotyczą one tylko naszej stoczni.


Związkowcy chcą wiedzieć też, jak wygląda czarny scenariusz. Premier zapowiedział bowiem, iż w sytuacji wycofania się inwestora z Kataru, proces sprzedaży zostanie powtórzony.

Przecież nie chodzi o transakcję, którą da się załatwić w miesiąc, czy dwa – stwierdza nasz rozmówca. – Co stanie się z 4 tysiącami ludzi w Szczecinie, i taką samą liczbą w Gdyni? Nie ma zakładów, kontraktów, pracy.


Związkowcy spotkają się w środę z ministrem skarbu w siedzibie resortu. Nie wiedzą, czy w trakcie rozmów, pojawi się premier Donald Tusk.


Qinvest kupił stocznie w Szczecinie i Gdyni. Do 21 lipca miał za nie zapłacić 381 mln zł netto. Poprosił o przesunięcie terminu do 17 sierpnia w związku z zarzutami podniesionymi w liście szczecińskiego stowarzyszenia do nabywcy stoczni. Zażądał też dodatkowych analiz prawnych. Autorzy listu utrzymują, iż majątek upadłego holdingu przejęto bezprawnie, bezprawnie powstała więc Stocznia Szczecińska Nowa, a jej sprzedaż to handel kradzionym towarem.


Stocznie w Szczecinie i Gdyni, w imieniu katarskiego funduszu Qinvest, kupił Stichting Particulier Fonds Greenrights. SPFG jest jedynym udziałowcem spółki Polskie Stocznie, która ma zarządzać kupionym majątkiem i prowadzić działalność.



Polskie Radio Szczecin: Grad: Można zaufać katarskiemu inwestorowi


Minister Skarbu Aleksander Grad zapewnił, że nie będzie kolejnej zmiany terminu wpłaty pieniędzy od katarskiego inwestora za stocznie Gdynia i Szczecin.QInvest zobowiązał się zapłacić pieniądze za oba zakłady do 17 sierpnia. Teraz minister Grad rozmawia ze stoczniowcami na temat przesunięcia terminu wypłaty pieniędzy. Przed spotkaniem Aleksander Grad podkreślał, że ma zapewnienie od inwestora, iż ten już nie zmieni swej decyzji. - Rozmawiałem dziś z inwestorem po raz trzeci i otrzymałem zapewnienie, że nie zamierza wycofywać się z transakcji - mówi minister Grad.Zdaniem ministra, katarskiemu inwestorowi można zaufać. - Jeżeli inwestor wpłacił 8 mln euro wadium, które może przepaść, założył spółkę, spotyka się ze stoczniowcami, musimy zachować dużo zaufania i dobrej woli - uważa Aleksander Grad.Premier Donald Tusk dał ministrowi skarbu czas do końca sierpnia na rozwiązanie sprawy sprzedaży stoczni.Wyświetlono 1389 razy, ostatnia aktualizacja: Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-07-29 16:14:002009-07-29, 16:11: Informacyjna Agencja Radiowa



Gazeta Wyborcza: Grad nie dopuszcza czarnego scenariusza

kov 2009-07-29, ostatnia aktualizacja 2009-07-29 18:16


Inwestor nas zapewniał, że 17 sierpnia wpłaci pieniądze za stocznie, nie zamierza się wycofać - tuż przed spotkaniem ze stoczniowcami mówił dziennikarzom Aleksander Grad, minister skarbu państwa. To samo zamierzał powiedzieć przedstawicielom wszystkich działających na terenie stoczni w Szczecinie i Gdyni związków zawodowych. Związkowcy pojechali w środę do ministra Grada, by dowiedzieć się jak rząd troszczy się o majątek ich stoczni, czy realny jest plan kupna zakładów przez katarską spółkę Stichting Particulier Fonds Greenrights, która w wyznaczonym terminie nie wpłaciła za zakłady pieniędzy. Związkowcy chcieli się dowiedzieć jakie działania podejmuje rząd i co się stanie z pracownikami jeżeli inwestor wycofa się z transakcji.


W ubiegłym tygodniu katarski inwestor miał za stocznie w Gdyni i Szczecinie zapłacić 381 mln zł, transakcja została wstrzymana. Minister Grad twierdził, że inwestor przestraszył się listu szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni, którego przedstawiciele twierdzili, że Stocznia Szczecińska Nowa była pralnią brudnych pieniędzy i powstała na bazie zagrabionego majątku Stoczni Szczecińskiej Porta Holding. Grad zaznaczył , że podejrzenia Stowarzyszenia rząd już wcześniej weryfikował i nie ma podstaw do wycofania się z transakcji.

- Te aktywa nie mają wad prawnych, jestem o to spokojny - mówił Grad.

Minister skarbu zapewnił jednocześnie, że od 22 lipca katarski inwestor dwukrotnie przysyłał pisemne zapewnienie, że 17 sierpnia wpłaci pieniądze za stocznie w Szczecinie i Gdyni.

- Dzisiaj po raz trzeci, ustnie , inwestor zapewnił mnie, że nie zamierza się wycofać - mówił w środę minister Grad. Minister mówił: Liczymy na dobrą wolę, wszystko na to wskazuje, że inwestor obietnicy dotrzyma.


Związkowcy chcieli by w spotkaniu z ministrem Gradem uczestniczył także przedstawiciel katarskiego inwestora - prezes spółki Polskie Stocznie, którą utworzyli katarczycy i która stocznią w Szczecinie i Gdyni ma zarządzać. Minister Grad poinformował, że prośba związkowców pojawiła się zbyt późno, prezes miał poumawiane spotkania i nie mógł już zmienić swoich biznesowych planów.



Kurier Szczeciński: Grad: stocznie wznowią działalność we wrześniu 2009-07-29 15:23:51


Inwestor stoczni w Gdyni i Szczecinie rozpocznie we wrześniu na nowo funkcjonowanie tych zakładów - powiedział w środę podczas briefingu prasowego minister skarbu Aleksander Grad.

- Inwestor wielokrotnie zapewniał nas, że po to te aktywa (stoczni-PAP) nabywa, żeby budować w tych stoczniach statki i że od wiosny wykorzystuje czas na zawieranie określonych umów po to, żeby we wrześniu tego roku rozpocząć na nowo funkcjonowanie tych stoczni - powiedział Grad, powołując się na informacje od inwestora.

Grad zaznaczył, że 17 sierpnia to „ostateczna, graniczna data do kiedy inwestor wpłaci pieniądze na nabyty majątek”. (PAP)



WNP.pl: Ostatni statek wypłynął ze stoczni szczecińskiej

PAP - 29-07-2009 13:16


"Fesco Vladimir", ostatni statek wybudowany przez Stocznię Szczecińską Nowa, wypłynął w środę rano w swój dziewiczy rejs. Jednostka, którą zamówił rosyjski armator, płynie bez ładunku do Antwerpii.

W stoczni przy nabrzeżu stoi jeszcze kadłub jednej jednostki, ale kto ją wykończy i kiedy - nie wiadomo. Przetarg na jej dokończenie ma ogłosić Agencja Rozwoju Przemysłu.


Jak powiedzia pilot ze szczecińskiego kapitanatu portu, który wyprowadzał statek w morze, rosyjska załoga statku była zadowolona z wykonanej w stoczni pracy i z wyglądu jednostki. "Odcumowaliśmy po cichu, nikt nie żegnał statku" - dodał.

"Fesco Vladimir" był zwodowany w marcu br. w obecności około pięciu tysięcy ludzi. Jednostka zjechała z pochylni Odra Nowa. Było to 673. wodowanie w powojennym Szczecinie, a jednocześnie 45. w SSN. Jednostka ma 184 m długości i 25,30 m szerokości. Może przewozić 1730 kontenerów.


Bogusław Adamski, b. wiceprezes SSN, a obecnie dyrektor oddziału szczecińskiego Polskich Stoczni - spółki, która ma zarządzać stoczniami Szczecin i Gdynia - powiedział PAP, że mimo iż stocznię opuściła ostatnia jednostka, na terenie stoczni pracują osoby, które utrzymują jej majątek techniczny w gotowości. "Jest utrzymywany minimalny ruch. Jeśli będzie zamówienie, jesteśmy w stanie uruchomić prace następnego dnia" - dodał.


"Dziś jednak nikt nie wie, jak długo potrwa uruchamianie stoczni. Jednak mam nadzieję, że w przyszłości zakład będzie produkował statki. Nie ma innego wyjścia, choćby ze względu na tysiące zatrudnionych tutaj wcześniej osób" - powiedział Krzysztof Fidura ze stoczniowej "S".


Fidura dodał, że w środę ze stoczni szczecińskiej do stolicy na spotkanie z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem jedzie czterech związkowców - po jednym z OPZZ, "S" oraz z NSZZ "Solidarność'80" oraz Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ "Solidarność'80". "Chcemy wiedzieć, co będzie z tymi ludźmi, jeśli inwestor wycofa się z transakcji kupna stoczni i czy rząd ma na taką ewentualność plan awaryjny" - zaznaczył.


W listopadzie ub.r. Komisja Europejska uznała za nielegalną pomoc finansową, jaką polski rząd udzielił stoczniom w Gdyni i Szczecinie. KE dała polskiemu rządowi czas do czerwca br. na sprzedaż majątku obu stoczni. Do tego czasu zakłady musiały zwolnić wszystkich pracowników.


Polskie Stocznie poinformowały w piątek, że główny inwestor stoczni Gdynia i Szczecin - Stichting Particulier Fonds Greenrights - nie zamierza wycofać się z transakcji zakupu ich majątku. Inwestor poprosił resort skarbu o przesunięcie terminu zapłaty za majątek stoczni do 17 sierpnia. Wątpliwości inwestora miał wzbudzić list Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni, w którym napisano m.in., że stocznia w Szczecinie mogła być "pralnią brudnych pieniędzy".


Minister skarbu przesłał w piątek pismo do związkowców stoczni Gdynia i Szczecin. W liście przedstawił stan zaawansowania prac nad projektem sprzedaży majątku obu zakładów oraz zaprosił związkowców na spotkanie. Wcześniej związkowcy z obu stoczni poprosili o pilne spotkanie z premierem i ministrami odpowiedzialnymi za sprzedaż stoczni.


W maju Stichting Particulier Fonds Greenrights zakupił kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin, a 17 czerwca otrzymał gwarancje banku Qatar Islamic Bank. Inwestor ma zapłacić za majątek stoczni Gdynia i Szczecin odpowiednio - ponad 287 mln zł oraz ponad 94 mln zł.


Stichting Particulier Fonds Greenrights jest jedynym udziałowcem spółki Polskie Stocznie. Natomiast QInvest jest inwestorem w tej spółce.



Portal Morski: FESCO odbiera Vladimira od Stoczni Szczecińskiej Nowa Opublikowano: 29 lipca, 2009

FESCO Transport Group odebrało FESCO Vladimira, kontenerowiec zbudowany w Stoczni Szczecińskiej Nowa. Jest to ostatni statek zbudowany przez tę stocznię, która zgodnie z postanowieniem Komisji Europejskiej ma zostać zamknięta.FESCO Vladimir jest ostatnią tego typu jednostką zbudowaną przez polską stocznię dla floty Dalekiego Wschodu. Dwa wcześniej zdane statki to FESCO Vitim oraz FESCO Voronezh.Współpraca pomiędzy FESCO i Stocznią Szczecińską Nowa zaowocowała budową 25 jednostek w ciągu ostatnich lat. Jedną z nich był FESCO Diomid, największy kontenerowiec w historii FESCO, o pojemności 3100 TEU.


Portal Morski: Belokamenka: wzrost przeładunku ropy Opublikowano: 29 lipca, 2009

Przeładunek ropy – dokonywany przez super tankowiec Belokamenka pełniący rolę pływającego terminalu na wodach Zatoki Kolskiej – zwiększył się trzykrotnie w pierwszej połowie bieżącego roku. Jak informuje rosyjska prasa, przeładunek ropy ze statku na statek wzrósł o 210%. Ważący 360 000 ton tankowiec jest własnością koncernu Rosneft i na stałe ulokowany jest w Zatoce Kolskiej. Odnotowany wzrost możliwy był dzięki firmie Lukoil, która intensyfikuje eksport ze swojego nowego terminalu w Varandey na Morzu Peczorskim. W samym czerwcu tego roku, tankowiec Belokamenka przeładował 1.3 mln ton ropy. Źródło: BarentsObserver


Portal Morski: DP World przygotowuje inaugurację terminalu Opublikowano: 29 lipca, 2009

1 października tego roku jest datą inauguracji terminalu Saigon Premier Container Terminal (SPCT), przygotowywanej przez DP Word. SPCT, będący wspólnym projektem DP Word i wietnamskiego IPC, ulokowany jest na rzece Soai Rap, 15 km od miasta Ho Chi Minh. Terminal wyposażony jest w 500-metrowe nabrzeże oraz pięć żurawi Phase I, które zapewniają sprawną obsługę statków przybywających do Ho Chi Minh. Proces bagrowania rzeki Soai Rap do 9.5 m mający zakończyć się pod koniec roku 2010, ma zwiększyć pojemność jednostek przybrzeżnych do 5 000 TEU oraz skrócić o 2h czas jednostek w morzu.



TVN24.pl: 1000 kabin, 13 pokładów. AIDAluna wpłynęła do Gdyni 17:15, 29.07.2009 /TVN24


ZOBACZ JEDEN Z NAJWIĘKSZYCH WYCIECZKOWCÓW ŚWIATA

Jeden z największych wycieczkowców na świecie, pływająca pod włoską banderą 252-metrowa "AIDAluna" wpłynęła do portu w Gdyni. Oprócz 1000 kabin i 13 pokładów na statku znajduje się wiele barów, restauracji i basenów.

"AIDAluna" zbudowana została w niemieckiej stoczni w Pepenburgu. Jednorazowo na pokład zabrać może nawet 2500 osób. Załogę statku stanowi ponad 600 osób.


Liczne bary, restauracje i wiele basenów

Do dyspozycji gości jest 7 restauracji i 11 barów. A także 5 basenów o zróżnicowanej wielkości i głębokości. Dodatkową atrakcją jest wielki telewizor plazmowy, na którym dwa razy dziennie wyświetlane są filmy. Pasażerowie mogą też liczyć na wieczorne atrakcje. Specjalnie zatrudnieni aktorzy, każdego dnia odgrywają inne przedstawienie.


Upamiętniająca tablica

Na jedynej w Polsce "Alei Statków Pasażerskich" na Nabrzeżu Pomorskim wmurowano w środę także specjalną tablicę. Ma ona upamiętniać wpłynięcie AIDAluny, jednego z najnowocześniejszych i największych statków, jaki wpłynął do portu.

eko//kwj



Dziennik Bałtycki: Gdynia. "AIDAluna" ma swoją tablicę w alei statków


2500 pasażerów w 1025 kabinach, 607 osób załogi, 7 restauracji i 11 barów na powierzchni 4 tys. m kw., teatr z ekranem za... milion euro, kino w systemie 4D, baseny, szpital, magazyn dla rowerów i sprzętu do nurkowania, sklepy, galerie sztuki, kasyno, basen, ścieżka do joggingu, pole golfowe, bowling, tenis, jacuzzi... ze strefą dla nudystów, boiska do koszykówki, siatkówki i squasha. I kapitan... Polak

Taka jest AIDAluna - 292-metrowy niemiecki wycieczkowiec, pływający pod włoską banderą, który otrzymał w środę swoją tablicę w jedynej w Polsce Alei Statków Pasażerskich, na końcu Skweru Kościuszki w Gdyni. - Nie ma piękniejszego widoku dla morskiego miasta, jak cumujący tutaj pięknie zaprojektowany statek - mówi Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni.

- Ale za tym pięknym widokiem stoi czysta ekonomia - twierdzi Przemysław Kurc, kapitan AIDAluny, Polak od wielu lat mieszkajacy w Niemczech. - Miasta leżące nad Bałtykiem rozbudowują swoje porty, by przyjąć jak najwięcej wycieczkowców. Burmistrz Kopenhagi powiedział mi ostatnio, że każdy pasażer zostawia przeciętnie w mieście 100 Euro. A na AIDAlunie każdorazowo przypływa 2,5 tysiąca pasażerów!

AIDAluna jest 12 statkiem wycieczkowym, na cześć którego wmurowano tablicę z zielonego, włoskiego granitu w Skwer Kościuszki. Pierwsza była 1 lipca 2001 r. "Birka Princess", której niestety więcej w Gdyni nie zobaczymy. Jednostka, która zmieniła nazwę na "Sea Diamond", zatonęła 6 kwietnia 2007 r. u wybrzeży Santorini. Od ośmiu lat w alei przybywa jedna lub dwie tablice rocznie. Uhonorowano już m.in. "Discovery", "Star Princess", "Constellation", "Navigator of the Seas", a ostatnio 31 maja ubr. statek "Queen Victoria". Tablice otrzymują te naj..., pod każdym względem. - W Niemczech kampania AIDA Cruises jest bardzo popularna - opowiada Christian z Berlina, pracujący a wycieczkowcu. - Gdy padnie słowo AIDA przeciętnemu Niemcowi nie przyjdzie na myśl znana opera, a właśnie jeden ze statków. Ceny za 10-dniowy rejs po portach Bałtyku nie jest wysoka. Kosztuje w zależności od klasy kabiny od 1200 do 3500 euro. Jedzenie i napoje są w cenie, tylko za wycieczki w portach płaci się dodatkowo. 99 procent naszych gości to Niemcy.

AIDA Cruises posiada sześć statków pasażerskich. Zawijają do 120 portów na całym swiecie. Na morzach i oceanach świata nie sposób ich nie rozpoznać. Na dziobach wymalowane mają usta w szerokim uśmiechu, z burt spozierają ogromne oczy. AIDAluna jest najmłodsza, pływa dopiero od marca br. W tym sezonie odwiedzi Gdynię jeszcze dwa razy. Natomiast w przyszłym roku zawinie tu najnowsze "dziecko" kompanii (jeszcze w budowie) AIDAblue

Wpłynie 11 razy. - POLSKA Dziennik Bałtycki



Kurier Szczeciński: Zdążą z wiaduktem? 2009-07-28 21:11:23


Według zapowiedzi, budowa ekspresówki S-3 na odcinku Szczecin-Gorzów Wlkp., ma się zakończyć za rok. Część trasy – od Szczecina do Myśliborza – wykonano już w 80-90 proc. Czy pojedziemy nową drogą przed końcem przyszłych wakacji? Wszystko zależy od jednego wiaduktu...Budowa S-3 o długości ponad 81 km to obecnie największa w regionie inwestycja drogowa. Podzielono ją na trzy odcinki – każdy wykonuje inna firma.– Na pierwszym i drugim odcinku, czyli od węzła Klucz do węzła Myślibórz, prace wykonano w 80-90 proc. – mówi Mateusz Grzeszczuk, rzecznik prasowy szczecińskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – Na tej części trasy pozwolenie na użytkowanie uzyskało już 10 wiaduktów, obecnie trwają przygotowania, by kolejne oddać do ruchu.Na próbnych odcinkach drogi ekspresowej i na gotowych wiaduktach oraz przejazdach przecinających S-3 ułożona jest już ostatnia, tzw. ścieralna warstwa nawierzchni. Prace na trzecim odcinku – od Myśliborza do Gorzowa – zaczęły się najpóźniej i dlatego ich zaawansowanie jest mniejsze. Jednak w ciągu 2-3 miesięcy również tam będą gotowe pierwsze obiekty mostowe. Na całej ekspresówce powstanie ich łącznie 77. Najwcześniej ruszyły roboty na drugim odcinku (między węzłami Pyrzyce i Myślibórz), ale właśnie tu budowa jednego z wiaduktów w ciągu S-3 może spowodować, że nie uda się nią pojechać przed końcem przyszłych wakacji. Początkowo planowano, że będzie to przejście dla zwierząt o długości ok. 20 m. Jednak względy ekologiczne wymusiły wykonanie nowego projektu i prace w tym miejscu – na prawie 200-metrowym odcinku – zawieszono. Znajduje się tam bowiem, pomiędzy jeziorami Chłop i Czółnów, tzw. wiszar, czyli wiszące torfowisko – obszar bardzo cenny przyrodniczo. Nad nim powstanie 160-metrowa estakada. Oferty na jej wykonanie można składać do 17 sierpnia br. Czas realizacji wynosi rok, ale GDDKiA postawiła wymóg, by w ciągu 10 miesięcy było możliwe korzystanie z jednej jezdni mostu.– Jeżeli procedura przetargowa przebiegnie sprawnie, to na przełomie września i października wybrany wykonawca będzie mógł rozpocząć prace – twierdzi M. Grzeszczuk. – Bez skończenia przynajmniej jednej nitki estakady niemożliwe będzie korzystanie z całej drogi. Mamy jednak nadzieję, że się uda i w sierpniu przyszłego roku kierowcy pojadą S-3.Czy drogowcy zdążą, zależy też od tegorocznej zimy. Łagodna będzie sprzyjać robotom.(ek)



TVN24.pl: Nowe prawo może zatopić „statek aborcyjny”. KŁOPOTY FUNDACJI WALCZĄCEJ O PRAWO DO ABORCJI 20:54, 29.07.2009 /Spiegel


Statek - „pływająca klinika aborcyjna", zawiesił na razie swoje rejsy. Fundacja „Kobiety na falach” odwołała m.in. tegoroczną kampanię na wybrzeżu Ameryki Łacińskiej. Powodem ma być wniosek o wszczęcie śledztwa przeciw fundacji w Holandii i niedawne zmiany w prawie aborcyjnym tego kraju. W tym tygodniu holenderski inspektorat medyczny wniósł do prokuratury o wszczęcie postępowania przeciwko organizacji „Kobiety na falach” , która prowadzi klinikę aborcyjną na statku. Zarzut jaki przedstawiono fundacji to rozdawanie pigułek aborcyjnych na wybrzeżu Hiszpanii na wynajętym jachcie w październiku 2008 roku. – „Kobiety na falach” są uprawnione jedynie do dystrybucji pigułek z pokładu swojej kliniki aborcyjnej. Nie ma uprawnień do podobnej działalności na innym jachcie – wyjaśniła rzeczniczka inspektoratu.


Nie będzie kampanii w Ameryce

Fundacja "Kobiety na falach” zamierzała w tym roku przeprowadzić kampanię na jachcie na wybrzeżach Nikaragui, Chile, Brazylii i Argentynie. Przedsięwzięcie odwołano. – Mogliśmy działać ponieważ to, na co pozwala holenderskie prawo, jest także dozwolone na wodach międzynarodowych. Kobiety odwiedzające nasze statki nie musiały obawiać się prześladowania. Teraz, gdy inspektorat medyczny twierdzi, że działamy nielegalnie, te kobiety ryzykują zbyt wiele. Zdecydowaliśmy się odwołać kampanię – mówi szefowa fundacji „Kobiety na falach” i jej założycielska, Rebecca Gomperts.


Na pokładzie statku nigdy nie było aborcji

Wbrew obiegowym opiniom, fundacja „Kobiety na falach’ nigdy nie przeprowadzała aborcji na pokładzie, na statku rozdawano tylko tabletki poronne. Założycielka fundacji jest rozgoryczona. – Pod wpływem konserwatywnej chadecji i Unii Chrześcijańskiej, prawo staje się coraz bardziej restrykcyjne – stwierdza. Jej zdaniem działania chadeków stoją w sprzeczności z nastawienie do tej kwestii liberalnego holenderskiego społeczeństwa. Zapowiada batalię przeciw zmianom w prawie – argumentuje, że uderzają w prawa kobiet Organizacja "Kobiety na falach" powstała, żeby szerzyć wiedzę o tabletkach aborcyjnych w krajach Trzeciego Świata i w innych krajach, gdzie prawo dotyczące aborcji jest szczególnie restrykcyjne.


Polski epizod

Na przełomie czerwca i lipca 2003 roku statek tej fundacji, "Langenort" zacumował w porcie we Władysławowie. Trzykrotnie wypłynął z Polkami na pokładzie na wody międzynarodowe, gdzie - jak z kolei donosiły media - udostępniono chętnym osobom środki wczesnoporonne, m.in. nielegalne w Polsce tzw. pigułki RU486. Jego wizycie towarzyszyły pikiety przeciwników aborcji. Statek kontrolowali wtedy celnicy - podczas kontroli zaplombowali w szafie nielegalne w Polsce leki, które się tam znajdowały. aga//mat



Głos Szczeciński: Szczecin: Terminal autogazu otwarty

Piotr Jasina 29 lipca 2009, 17:54


Pomorze Zachodnie staje się centrum gazu płynnego w kraju. Ruszył właśnie terminal autogazu w Szczecinie.

Terminal

W trzech zbiornikach można magazynować 4500 m sześc. gazu. Obiekt zajmuje ponad 5 hektarów. Nabrzeże ma 274 metrów. Głębokość wody – 8 metrów.

Jest przystosowany do rozładunku tankowców o wyporności ok. 6 tys. DWT. Ma trzy w pełni zautomatyzowane stanowiska do przeładunku autocystern i dwa – dla cystern kolejowych. Kosztował ponad 50 mln zł.

LPG (ang. Liquified Petroleum Gas)

Gaz skroplony, obecnie najczęściej spotykany jako paliwo silnikowe, jest mieszaniną propanu i butanu.

LNG (ang. Liquified Natural Gas) Gaz ziemny w postaci skroplonej. Podczas skraplania gaz ziemny zostaje oziębiony do temperatury -162 w której jest przechowywany i transportowany Po skropleniu objętość gazu ziemnego redukuje się około 600 razy, co sprawia, że jest doskonałym paliwem do transportu.


Terminal morski LPG przy ul. Gdańskiej, w portowo-przemysłowej, prawobrzeżnej części Szczecina został oficjalnie otwarty. Powstał na terenie byłej bazy magazynowej PKN ORLEN.

W Polsce ponad 2 mln kierowców jeździ na autogazie, używa go też pond 4,5 mln gospodarstw – mówił Maciej Kalicki z ministerstwa gospodarki podczas oficjalnego uruchomienie terminalu morskiego LPG, który PKN Orlen Gaz wybudował w Szczecinie. – Jeśli chodzi o zużycie autogazu, zajmujemy trzecie miejsce na świecie, po Korei i Turcji. W liczbie pojazdów jesteśmy na drugim miejscu razem z Turcją, Korea na pierwszym.


Kalicki zwrócił uwagę, iż tylko 13 procent gazu LPG pochodzi z naszych rafinerii, 68 proc. sprowadzamy ze Wschodu.

Dlatego terminal w Szczecinie wpisujemy w program dywersyfikacji dostaw gazu, który będzie sprowadzany z innych kierunków – dodał.


Piotr Krzystek, prezydent Szczecina zaznaczył, że nasz region staje się ważnym portem gazu w kraju. Oprócz terminalu LPG w Szczecinie, który już działa, powstaje gazoport w Świnoujściu.


Wojciech Kotlarek, odpowiedzialny za sprzedaż gazu w PKN Orlen zauważył, że z 2,4 mln ton autogazu zużywanego w Polsce rocznie, tylko 300 tys. ton wytwarzamy sami.

Ten terminal pozwoli przyjmować paliwo z każdego miejsca na świecie – podkreślił. – Będziemy go też udostępniać innym importerom gazu w regionie.


Bernard Cichocki, prezes PKN Orlen Gaz, spółki która obiekt wybudowała, zapewnił, że to najnowocześniejszy terminal LPG w kraju, drugi pod względem wielkości i trzeci w ogóle.

Jest to obiekt w pełni zautomatyzowany, bezpieczny, szybki, może przeładowywać kilka tysięcy ton gazu na dobę – dodał. – Myślę, że wraz z jego otwarciem wyznaczamy nowe standardy w tej branży.



2009-07-30 Czwartek


NaszeMiasto.pl: Szczecin: Minister Grad zapewnia, że prywatyzacja dojdzie do skutku. Stoczniowcy wciąż niespokojni o los zakładów


W środę odbyło się spotkanie ministra Aleksandra Grada ze stoczniowcami. Szef resortu skarbu zapewniał, że katarski inwestor zapłaci w do 17 sierpnia za majątek stoczni. Jego zdaniem jeszcze we wrześniu na nowo rozpocznie się funkcjonowanie tych zakładów.


Szef NSZZ "Solidarność 80" stoczni Szczecińskiej Nowa Jacek Kantor powiedział po spotkaniu, że nie rozwiało ono ostatecznie wątpliwości związkowców. Jak podkreślał, duży niepokój wśród stoczniowców wzbudza ewentualność wycofania się inwestora i co się z tym wiąże, postawienia stoczni w stan likwidacji.


Kantor przypomniał, że zgodnie z ustawą kompensacyjna, gdy nie powiedzie się prywatyzacja, nie ma już szans na powtórzenie sprzedaży. Sprawa trafia do sądu gospodarczego i toczy się proces upadłościowy.

- Taka jest alternatywa w przypadku niepowodzenia procesu kompensacji - stwierdził szef NSZZ "Solidarność 80" stoczni Szczecińskiej Nowa.


Stoczniowcy twierdzą, że na ich pytanie o to, co będzie jeśli pieniądze jednak nie wpłyną, minister przyznał, że wówczas rozpocznie się proces upadłościowy stoczni. Przed spotkaniem Aleksander Grad powiedział, że stoczniowcy nie skorzystali z kilkuset propozycji pracy. Na to stoczniowcy odpowiadają, że nie chcą z nich skorzystać, nie wiedząc jaka część załogi zostanie zwolniona po przeprowadzeniu prywatyzacji.


Minister skarbu przekazał inwestorowi informacje, że aktywa Stoczni Szczecińskiej nie są obarczone wadami prawnymi. Resort uzyskał również zgodę Komisji Europejskiej na nowy termin płatności.


Do inwestora trafiły też dodatkowe informacje na temat sytuacji prawnej aktywów Stoczni Nowa. Są one oparte na materiałach zastępcy prokuratora generalnego w Warszawie. Z danych tych wynika, że zarzuty Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego nie znajdują potwierdzenia w prawomocnie zakończonych przez organy wymiaru sprawiedliwości postępowaniach karnych i procesie upadłości Stoczni Szczecińskiej. Materiały potwierdzają wcześniejsze informacje przekazane inwestorowi.


Minister otrzymał także pozytywną odpowiedź Komisji Europejskiej na prośbę inwestora, dotyczącą dokonania płatności za aktywa Stoczni w Gdyni i Szczecinie w terminie do 17 sierpnia. Przypomnijmy, że premier dał ministrowi skarbu czas do końca sierpnia na rozstrzygnięcie sprawy stoczni w Gdyni i Szczecinie.


Przed spotkaniem ze związkowcami minister zapewnił też, że stoczniowcy otrzymali wsparcie finansowe, dzięki któremu mogą się utrzymać do czasu wznowienia produkcji w zakładach.


Grad zapowiedział też, że po 17 sierpnia, jeśli wpłyną pieniądze za stocznie, zostanie zorganizowane spotkanie stoczniowców z inwestorem. nika/ iar - NaszeMiasto.pl



Kurier Szczeciński: Wpłata albo upadłość 2009-07-29 20:18:56


Inwestor nadal chce kupić stocznie i uruchomić w nich produkcje od września – zapewniał minister skarbu Aleksander Grad, który wczoraj spotkał się ze stoczniowymi związkowcami. Tym pozostaje tylko nadzieja, ale wciąż obawiają się, że jednak dojdzie do upadłości zakładu. Na przesunięcie terminu zapłaty za stocznie zgodziła się Komisja Europejska.


Tematem spotkania w Warszawie była sytuacja powstała po przesunięciu przez inwestora na 17 sierpnia terminu zapłaty za majątek stoczni w Szczecinie i w Gdyni. Zdaniem ministra Grada, inwestor - Stichting Particulier Fonds Greenrights - który ma działać na zlecenie katarskiego QInvest, zwrócił się o to, gdyż chce wyjaśnić wątpliwości prawne dotyczące majątku, które pojawiły się w liście wysłanym do niego przez Szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego.


W specjalnym komunikacie, Ministerstwo Skarbu Państwa poinformowało wczoraj, że inwestorowi zostały przekazane dodatkowe informacje na temat sytuacji prawnej stoczniowego majątku, które są oparte na materiałach zastępcy prokuratora generalnego. „Z informacji tych wynika, że zarzuty Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego nie znajdują potwierdzenia w prawomocnie zakończonych przez organy wymiaru sprawiedliwości postępowaniach karnych i w procesie upadłości Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A.” - napisał resort skarbu.


Poinformował też, że na prośbę inwestora, na przesunięcie terminu zapłaty na 17 sierpnia, zgodziła się Komisja Europejska.


Przed rozpoczęciem wczorajszego spotkania, Aleksander Grad podkreślał, że inwestor już trzykrotnie deklarował, iż nie zamierza wycofać się z zakupu stoczni i we wrześniu chce wznowić w nich produkcję. Na spotkaniu obiecał związkowcom, że 17 sierpnia inwestor spotka się z nimi oraz przedstawił plany związane z uruchomieniem produkcji i zatrudnieniem.

- Powiedziałem związkowcom, że dla nas 17 sierpnia jest datą graniczną. Nie ma mowy o przedłużaniu terminu. Mówiłem, że proces kompensacji i wypłat dla pracowników przebiega normalnie, pracownicy są zabezpieczeni, mają pieniądze i czas poczekać na nowe miejsca pracy – mówił Grad.


Zapewnienia ministra skarbu nie do końca przekonały jednak stoczniowych związkowców.

- Minister był zadowolony – ocenia Roman Pniewski z Solidarności'80 w Stoczni Szczecińskiej Nowej. - Mówił, że inwestor nadal jest zainteresowany zakupem stoczni, a przed wpłaceniem pieniędzy chce tylko sprawdzić sprawy prawne. My podchodzimy do tego bardziej sceptycznie, bo 17 sierpnia to nie jest przecież pierwszy deklarowany termin. Boimy się, żeby nie okazał się zarazem ostatnim dla stoczni, bo wtedy, co przyznał minister Grad, rozpocznie się proces upadłościowy zakładu. Pozostaje nam teraz tylko czekać i mieć nadzieję, że wszystko dobrze się skończy – dodaje związkowiec. M. Kubera



Portal Morski: Petronet kupi dwa transportowce LNG Opublikowano: 30 lipca, 2009

Indyjski Petronet planuje zainwestować 520 mln dolarów w dwa transportowce LNG, jako część większej, 3-miliarowej inwestycji w instalacje regazyfikacyjne terminalu LNG w mieście Koczin.Petronet zawarł umowę z ExxonMobil na dostarczanie do terminalu gazu z eksportowego projektu Gorgon LNG w Australii. Umowa zobowiązuje ExxonMobil do dostarczania 1.5 milionów ton ropy rocznie, przez ponad 20 lat. Petronet ma nadzieję sfinalizować umowę 9 sierpnia tego roku. Terminal ma być w pełni gotowy do użytku w roku 2010.


Portal Morski: Hapag-Lloyd sprzedaje udziały wterminalu kontenerowym Opublikowano: 30 lipca, 2009

Niemiecki Hapag-Lloyd zgodził się sprzedać swoje udziały w hamburskim terminalu kontenerowym, by zabezpieczyć przyszłość firmy. 25.1% - tyle wynoszą udziały Hapag-Lloyd w Terminalu Kontenerowym Altenwerder, które zostaną sprzedane firmie założonej przez armatorów – Alberta Ballina oraz grupę Tui. Cena sprzedaży udziałów to 315 mln euro. Wkład Tui ma sięgnąć 215 mln euro. Miasto Hamburg, będące udziałowcem Alberta Ballina, zagwarantowało zwrot 25 mln euro grupie Tui do końca marca 2011 roku, jako że wkład grupy przekracza proporcje pakietu udziałów. Źródło: ifw-net.com


Portal Morski: Przeładunek ropy w Porcie Windawa nie zostanie wznowiony Opublikowano: 30 lipca, 2009

Igor Levitin, rosyjski Minister Transportu oraz współprzewodniczący łotewsko-rosyjskiej komisji międzyrządowej, poinformował, że szanse na wznowienie przeładunku ropy w porcie w Windawie są znikome. „Działania mające na celu przeniesienie transportu ropy do Portu Ust-Ługa zostały już podjęte. Załadunek pierwszego tankowca odbędzie się jeszcze w tym roku. Co do Windawy – tamtejszy przeładunek stał się niekorzystny.” – powiedział Levitin. Letivin tłumaczy rozwój portów w północno-zachodniej części Rosji faktem, iż Rosja przez długi czas nie posiadała portów zapewniających sprawny przeładunek, co dla porównania oferowały porty łotewskie i ukraińskie.



TVN24.pl: Szukał Titanica, znajdzie czarne skrzynki Airbusa?

PRZYCZYNY KATASTROFY WCIĄŻ NIEZNANE 20:21, 30.07.2009 /wsj.com


Francuzi nie zaprzestali poszukiwań czarnych skrzynek Airbusa linii Air France, który rozbił się 1 czerwca nad Atlantykiem zabijając 228 osób. Dno oceanu przeczesuje załogowa łódź podwodna, która brała udział w poszukiwaniu wraku Titanica. Francuski statek oceanograficzny Pourquoi Pas, przystosowany do poszukiwań wraków, rozpoczął skanowanie dna Atlantyku w miejscu katastrofy. Załoga statku to połączone siły francuskiej marynarki i Instytutu Badań Morza. Jest wyposażony w załogową łódź podwodną, Nautile, która brała udział w poszukiwaniu wraku Titanica, zdalnie sterowanego robota, Victora 6000 i specjalny sonar.


Skrzynki milczą

Francuzi wciąż mają nadzieję, że znajdą czarne skrzynki zagrzebane pod wciąż nie wydobytymi częściami maszyny. Jednak skrzynki już od miesiąca nie wysyłają żadnych sygnałów. Dotychczas wydobyto 640 części samolotu i 50 ciał. Należący do Air France samolot Airbus A330 z 228 osobami na pokładzie rozbił się w drodze z Rio de Janeiro do Paryża nad Atlantykiem, koło wybrzeży Brazylii 1 czerwca. Do tej pory nieznane są przyczyny tej katastrofy.kaw//mat



Gazeta Wyborcza: "Stary" wrócił z wyprawy na kraniec Europy

Maciej Napiórkowski 2009-07-30, ostatnia aktualizacja 2009-07-30 19:56


Grupa przyjaciół i fotoreporterów powitała w Świnoujściu jacht "Stary", który wrócił z rejsu do Islandii. Jacht wpłynął do świnoujskiej mariny w środę wieczorem. Przez ponad godzinę przyjaciele "trzymali miejsce" dla "Starego" przy nabrzeżu zatłoczonej przystani. Nieco wcześniej do Świnoujścia przypłynęły bowiem dziesiątki jachtów uczestniczących w regatach Baltic Sprint Cup. Żaden z nich nie miał jednak za sobą takiej trasy. Załodze "Starego" udało się dotrzeć do Islandii, okrążyć wyspę, szczęśliwie minąć cypel Hornbiorg, przeciąć Koło Polarne koło wyspy Grimsey. Na tym szlaku niebezpieczeństw nie brakowało. Pokonali wszystkie, przez cały czas pamiętając o swoich poprzednikach sprzed 50 lat. Celem rejsu było bowiem nie tylko szkolenie żeglarskiej młodzieży, ale przede wszystkim upamiętnienie historycznego rejsu polskiego jachtu "Witeź II" z 1959 roku.


3 lipca żeglarze "Starego" przekazali do Muzeum Morskiego w Reykjaviku tablicę upamiętniającą tamten rejs. W uroczystości z udziałem przewodniczącego rady miasta wzięli udział przedstawiciele korpusu dyplomatycznego z kilku krajów oraz żeglarze z Polski i innych krajów. Okazało się, że w tym samym czasie co "Stary" na Islandię dotarły trzy inne polskie jachty: "Vagabound II", "Barlovento II" i "Panorama".


W trakcie rejsu "Starego" kilkakrotnie zmieniali się członkowie załogi. Przez pokład jachtu przewinęły się 42 osoby, w tym 32 uczniów i studentów zachodniopomorskich szkół. Kadrę stanowili kpt. Maciej Krzeptowski oraz Kazimierz Sawczuk, Grzegorz Węgrzyn, Cezary Pawłowski, Piotr Owczarski. Najstarszy uczestnik wyprawy miał 72 lata, najmłodszy - 14.


Oprócz historycznego i szkoleniowego, wyprawa miała także charakter poznawczy. Młodzi załoganci mieli okazję m.in. zwiedzić rezerwat fok bałtyckich na wyspie Anholt i wspiąć się na wulkaniczne góry Islandii. O swoich przeżyciach chcą opowiedzieć po zakończeniu wyprawy. Wyprawę wsparły m.in. Urząd Miasta w Szczecinie, Urząd Marszałkowski, Fundacje Pro Publico Mare.Oficjalne powitanie jachtu i załogi w najbliższą sobotę o godz. 13 na Wałach Chrobrego w Szczecinie.



Trojmiasto.pl: Centrum metropolii na wodach Zatoki?

29 lipca 2009 (177 opinii)


Usypane na Zatoce Gdańskiej sztuczne wyspy, a na nich port i nowe dzielnice, mogłyby być receptą na brak przestrzeni do rozwoju Trójmiasta. Śmiała, by nie powiedzieć szalona wizja: czy Trójmiasto może przenieść swoje centrum na sztuczne wyspy usypane w Zatoce Gdańskiej? Zdaniem naszego czytelnika, wieloletniego pracownika branży morskiej, nad takim pomysłem należałoby się poważnie zastanowić.


W artykule Trójmiejskie porty zmieniają swoje oblicze zachęcaliśmy do podjęcia debaty na temat przyszłości trójmiejskich terenów, leżących na styku morza z lądem i portu z miastem. Na całym świecie trwa bowiem tendencja stopniowego wygaszania funkcji portowych w obecnych miejscach i przekazywania ich miastu - oraz równoczesnego lokalizowania nowych portów na niezurbanizowanych terenach, nierzadko wydzieranych morzu. Taka przyszłość czeka również Port Gdańsk, co zostało przedstawione w obowiązującej strategii rozwoju portu do końca obecnego stulecia. A co w takim razie z Gdynią? O to właśnie zapytaliśmy naszych czytelników.


Jedną z odpowiedzi na to pytanie jest koncepcja, którą przesłał nam Wojciech Gumoś, nasz czytelnik i wieloletni pracownik branży morskiej. Oto ona: Co zostało z wizji Kwiatkowskiego i Wendy? Jakie mieli plany rozwoju portu i miasta mając tak wąski dostęp Polski do morza?


Wiemy, że po zrealizowaniu I etapu Portu, który w praktyce w swoim kształcie pozostał do dzisiejszego dnia , II etap to był plan przekopania istniejący Kanału Portowego do Zatoki Puckiej , tak aby Oksywie stało się wyspą. A co dalej?


Tereny, o których myśleli Kwiatkowski z Wendą zostały zabudowane i bezpowrotnie stracone. Nie ma tez możliwości rozwoju w kierunku wschodnim. Zamkniecie Zatoki Puckiej w miejscu zwanym Rybitwią Mierzeją także nie wchodzi w rachubę ze względu na ochronę tego terenu, gdzie znajdują się rezerwaty: Beka, Mechelińskie Łąki i Słone Łąki. Czy oznacza to jednak koniec rozwoju naszego miasta? Czy mamy się przekształcić w sypialnię, gdzie o 22.00 gasi się światło i zapada zmrok?


Wydaje się, że jest rozwiązanie. Może szalone, ale jest. Trzeba wybudować nowe miasto i port na sztucznych wyspach (lub półwyspie) na wodach Zewnętrznej Zatoki Puckiej, w miejscu omijającym obszary chronione tak, aby zapewnić swobodną wymianę wód w Zatoce.


Taki obszar pokryty sztucznymi wyspami lub tworzący półwysep o wymiarach 16 km x 6 km wzdłuż Kępy Oksywskiej stworzy niepowtarzalne miejsce na Nowe City oraz nowy port. Miejsce to jest stosunkowo płytkie i dlatego przedsięwzięcie jest technicznie wykonalne - pisze w swojej koncepcji Wojciech Gumoś.


Czy budowa metropolitarnego City w kształcie, proponowanym przez Wojciecha Gumosia jest realna? Pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy: - Oczywiście, że nie!

- Może ktoś, kto czyta ten tekst popuka się po głowie, ale czy 80 lat temu, kiedy dwaj panowie w melonikach stanęli u ujścia rzeczki Chylońska Struga we wsi Gdynia i zadecydowali, że tu powstanie jeden z największych portów na Bałtyku, nie było takich, którzy też pukali się po głowie? - ripostuje autor koncepcji.


Po części procesy, których efektem jest przenoszenie się punktu ciężkości na morze, już teraz zachodzą metodą faktów dokonanych - z tym że nie w Gdyni, ale w Gdańsku i Sopocie. Nikt nie ma wątpliwości, że tereny gdańskiego portu wewnętrznego są stosunkowo mało atrakcyjne dla działalności przeładunkowo-logistycznej ze względu na trudności nawigacyjne w kanale portowym i uciążliwości komunikacyjne przy przeciskaniu się do portu przez miasto.


Port na miarę naszych czasów powstaje natomiast na Stogach. Można się domyślić, że za kilkanaście lat życie rozrywkowe Trójmiasta w znacznej mierze przeniesie się na tereny między Brzeźnem i Nowym Portem a Wrzeszczem, gdzie w miejscu opuszczonych terminali powstaną wieżowce i promenady. Z kolei Sopot planuje budowę sztucznej wyspy, a zanim to nastąpi, wokół molo ma powstać ogromna marina. Czy w podobnym kierunku będzie rozwijać się Gdynia? Portal regionalny trojmiasto.pl autor Kuba Łoginow k.loginow@trojmiasto.pl



Polska The Times: Marynarka Wojenna RP nie ma czym pływać

Leszek Szymowski 2009-07-30 07:54:59, aktualizacja: 2009-07-30 08:46:10


Jedynie 3 okręty należące do polskiej marynarki wojennej są w pełni sprawne i spełniają wszystkie normy techniczne - dowiedziała się "Polska" w Ministerstwie Obrony Narodowej

Pozostałe są albo remontowane, albo mają poważne wady uniemożliwiające ich wykorzystanie w działaniach wojennych. Część okrętów jest przestarzała i nie nadaje się do użytku. Z takim sprzętem polscy marynarze nie byliby w stanie bronić wybrzeża nawet przez jeden dzień. Marynarka Wojenna nie chce komentować naszych ustaleń

- Informacje na temat sprawności okrętów wojennych stanowią tajemnicę państwową - napisał nam kapitan Grzegorz Łyko z Biura Prasowego Marynarki Wojennej. Łyko poinformował nas, że marynarka posiada na stanie 52 okręty i 30 pomocniczych jednostek pływających. Aktualnie remontowanych jest 10 okrętów. Tymczasem oficerowie sztabowi, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że potrzeby floty są znacznie większe.

- Do hal remontowych powinno trafić 49 okrętów - mówi "Polsce" znający sprawę oficer Marynarki Wojennej. Tak się nie dzieje z powodu kryzysu gospodarczego i oszczędności w Ministerstwie Obrony.


Remont okrętu wojennego to koszt przynajmniej 500 tysięcy złotych. Większość okrętów wymaga bardziej kosztownych napraw. Według naszych informatorów szefostwo marynarki wojennej od dawna alarmuje ministra obrony Bogdana Klicha, że taka flota nie poradzi sobie z obroną granic morskich.

- Minister Klich spotyka się regularnie z przedstawicielami wszystkich polskich formacji zbrojnych - napisało nam Biuro Prasowe MON. - Tematy tych spotkań i ich efekty nie są jednak podawane do publicznej wiadomości.


Kolejne plany modernizacji sił zbrojnych uwzględniają tylko znikomą część potrzeb marynarki. Według ekspertów taka sytuacja zagraża bezpieczeństwu Polski.

- Będziemy mogli skutecznie się bronić tylko wtedy, gdy nasze wody zaatakuje flota złożona z innych 3 okrętów - ironizuje Romuald Szeremietiew, wiceminister obrony w rządach Jana Olszewskiego i Jerzego Buzka. - Trudno jednak oczekiwać, że ktokolwiek zaatakuje nas takimi siłami. W konfrontacji z regularną flotą nie wytrzymamy dłużej niż kilka godzin. Zdaniem Szeremietiewa fatalne wyposażenie marynarki wojennej to wynik wieloletnich zaniedbań rządów, które nie doceniały znaczenia sił wodnych.

- Dla kolejnych ekip politycznych zawsze najważniejsze były wojska lądowe - mówi Szeremietiew. - Marynarzy nie doceniano, co jest o tyle dziwne, że w razie agresji zbrojnej, marynarka wojenna razem z lotnictwem przyjmuje na siebie pierwszy atak.


Podobnego zdania jest Janusz Zemke - eurodeputowany Lewicy, były wiceszef resortu obrony i wieloletni szef sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

- To skandaliczne zaniedbanie. Taka sytuacja wymaga natychmiastowych zmian w budżecie MON, aby zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby naszej marynarki - mówi Zemke, dodając, że w czasach kryzysu państwo powinno szukać oszczędności, ale nie w siłach zbrojnych.

- W czasach I i II Rzeczpospolitej mieliśmy bardziej sprawną flotę wojenną niż teraz - zwraca uwagę Stanisław Olas - przedstawiciel PSL w Komisji Obrony Narodowej. Olas zapewnia, że będzie popierał wszelkie zmiany w budżecie, które mogą pomóc marynarce wojennej.

- Szukajmy oszczędności, ale nie kosztem bezpieczeństwa - mówi Olas.

Niesprawne okręty to tylko jeden z wielu problemów polskiej floty. Jak ustaliliśmy w MON, brakuje także specjalistycznych systemów radarowych i urządzeń pozwalających wykrywać samoloty i statki przeciwnika.

- Nie ma sensu remontować okrętów wojennych, jeśli nie zadbamy o wyposażenie ich w najnowsze technologie radarowe - mówi Stanisław Bisztyga - senator PO z Komisji Obrony Narodowej. - Remonty okrętów muszą iść w parze z ich wyposażeniem w nowoczesny sprzęt. Bez tego cała nasza flota zostanie rozbita w pierwszej bitwie.


Sytuację komplikują dodatkowo problemy gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej, która dotychczas utrzymywała się z remontów i przeglądów okrętów wojennych. Stocznia jest na granicy bankructwa, a ponad półtora tysiąca jej pracowników od maja nie dostaje wypłat. Powodem jest brak zamówień.


Rząd obiecywał wprawdzie, że zleci stoczni zbudowanie siedmiu okrętów wojennych najnowszej generacji, jednak w ciągu ostatnich lat zbudowano tylko kadłub jednego okrętu, za który zresztą MON jeszcze nie zapłacił. Praca stanęła, a stoczniowcy winą za złą sytuację firmy obarczają rząd.

- Rząd dąży do tego, by stocznia upadła - mówi Mirosław Kamiński - szef Solidarności w Stoczni Marynarki Wojennej. - Jeśli do tego dojdzie, to my nie będziemy mieli pracy, a naszych wód będzie bronił złom.



2009-07-31 Piątek


Rzeczpospolita: Jest raport NIK o polskich stoczniach

Beata Chomątowska 31-07-2009, ostatnia aktualizacja 31-07-2009 02:30


Premier nie zawyżył pomocy publicznej dla Stoczni Gdańsk. Uzyskane przez zakład w latach 2005 – 2007 wsparcie wyniosło 250 mln zł. Nie pomogły państwowe dotacje. Zakłady z roku na rok pogłębiały stratę. Pomoc publiczna uzyskana przez Stocznię Gdańsk w latach 2005 – 2007 wyniosła 250 mln zł – wynika z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli o wynikach restrukturyzacji i prywatyzacji branży, do którego dotarła „Rz”.


Na tę (nominalną) kwotę składa się 86,5 mln zł, na które powoływała się „Solidarność” Stoczni Gdańsk w toczącym się w prokuraturze sporze z premierem Donaldem Tuskiem. Wspomniane 86,5 mln zł obejmuje dokapitalizowania, przejęcia pożyczek i zobowiązań. Ale trzeba do niej doliczyć także 148,25 mln zł gwarancji KUKE, które formalnie kierowane były do grupy Stoczni Gdynia jeszcze przed wydzieleniem z niej gdańskiego zakładu. Dotyczyły jednak statków budowanych w Gdańsku. Łącznie w latach 2005 – 2007 Stocznia Gdańsk dostała więc 234,73 mln zł rządowego wsparcia.


Raport NIK jednoznacznie potwierdza więc wcześniejsze wyliczenia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, na które powoływał się premier Donald Tusk, mówiąc o 700 mln zł nominalnej pomocy publicznej dla gdańskiego zakładu między 1 maja 2004 r. a 31 lipca 2008 r. Jeśli do 507,5 mln zł gwarancji KUKE dla Stoczni Gdynia, z których korzystała Stocznia Gdańsk w tym okresie, doliczymy jeszcze 191,4 mln zł innej pomocy publicznej (pożyczki, dokapitalizowanie etc.), otrzymamy właśnie blisko 700 mln zł.


Związkowcy, mówiąc o 86,5 mln zł nominalnej pomocy, bazowali jedynie na wystąpieniu pokontrolnym NIK z grudnia 2008 r. opierającym się na wynikach kontroli w samej Stoczni Gdańsk w latach 2005 – 2007. Tymczasem w księgowości stoczni nie odnotowywano innej pomocy, zwłaszcza gwarancji KUKE udzielanych całej grupie Stoczni Gdynia. Zapisy o tych dodatkowych środkach „znalazły się” dopiero podczas kontroli w Stoczni Gdynia, Ministerstwie Skarbu i UOKiK.


Poza wyliczeniem kwot dotacji, jakie uzyskała gdańska stocznia, ponad 100 stron raportu NIK pokazuje pogłębiającą się z roku na rok zapaść polskiego przemysłu stoczniowego. Podstawowy wniosek: o działaniach kolejnych rządów i instytucji wobec stoczni w nikłym stopniu decydowały prawa ekonomii. W olbrzymim natomiast – polityka i względy społeczne. Ekipy rządzące zasilały stocznie publicznymi pieniędzmi, by za wszelką cenę utrzymać bieżącą produkcję. Nie przejmowano się natomiast rozróżnianiem, które działania – jak pożyczki, gwarancje KUKE czy dokapitalizowania – były czysto komercyjne, a które stanowiły niedozwoloną przez Brukselę pomoc publiczną. Finał mógł być tylko jeden: negatywna decyzja Komisji Europejskiej z listopada 2008 r. wobec zakładów w Gdyni i Szczecinie.

Ustaliliśmy, że kolejne rządy nie potrafiły osiągnąć zaplanowanych celów restrukturyzacji. Stocznie nie odzyskały zdolności do produkcji w oparciu o zasady rynkowe – mówi „Rz” Józef Górny, wiceprezes NIK.


Raport nie zostawia suchej nitki na Ministerstwie Skarbu, Agencji Rozwoju Przemysłu i Korporacji Polskie Stocznie, a także kolejnych zarządach stoczni. Główne zarzuty wobec MSP, poza hojnym zasilaniem stoczni kolejnymi dotacjami, to m.in. zaniedbywanie obowiązków właścicielskich, niedotrzymywanie terminów przygotowywania kolejnych strategii dla branży, analiz i wycen, co z kolei opóźniło próby prywatyzacji zakładów. Dostało się też UOKiK. – Co innego znaleźliśmy w stoczniowej księgowości, a co innego w raportach UOKiK – dodaje wiceprezes. masz pytanie, wyślij e-mail do autorki b.chomatowska@rp.pl



Polskie Radio Szczecin:Stocznia ma 7 mln zł długu wobec miasta

Prawie 7 milionów złotych winna jest miastu Stocznia Szczecińska Nowa.

Władze Szczecina wystąpiły już do Agencji Rozwoju Przemysłu o zwrot pieniędzy w ramach procesu kompensacyjnego. Czy, kiedy i ile środków trafi do miejskiej kasy, tego jeszcze nie wiadomo. Stocznia Szczecińska Nowa ma długi wobec miasta sięgające 2003 roku. - Według wyliczeń urzędników to niemal 7 milionów złotych - wyjaśnia Piotr Landowski z biura prasowego magistratu. - Są to głównie należności wynikające z tytułu podatku od nieruchomości, a także z opłat za użytkowanie wieczyste gruntów należących do Skarbu Państwa. Władze miasta wysłały już do Agencji Rozwoju Przemysłu wniosek o dopisanie do listy wierzytelności środków należnych Szczecinowi. Odpowiedzi do tej pory nie ma. O tym ile pieniędzy w procesie kompensacji odzyska Szczecin zdecyduje sąd. Wyświetlono 696 razy, ostatnia aktualizacja: Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-07-31 14:37:502009-07-31, 13:17: Aneta Łuczkowska


Polskie Radio Szczecin: Kolejny gazowiec w sierpniu w Szczecinie

Kolejny gazowiec wpłynie do Szczecina w sierpniu - zapowiada spółka ORLEN GAZ. Według portalu wnp.pl spółka pracuje nad kolejnymi dostawami gazu do szczecińskiego terminalu.Nie jest jeszcze przesądzone skąd pochodzić będzie sierpniowa dostawa i jaka ilość gazu zostanie dostarczona do Szczecina. Przed tygodniem zakończył się rozładunek pierwszego statku. Gazowiec przywiózł z Wielkiej Brytanii 1600 ton propanu. Paliwo trafi na stacje PKN Orlen i do prywatnych dystrybutorów.Terminal Morski LPG Orlen Gaz w Szczecinie to trzeci tego typu obiekt w Polsce, drugi pod względem wielkości magazynowych i najnowocześniejszy pod względem możliwości przeładunkowych. Wyświetlono 116 razy, ostatnia aktualizacja: Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-07-31 10:36:362009-07-31, 10:17: Rafał Molenda


Polskie Radio Szczecin: Szczeciński akcent na The Tall Ships' Races

"Dar Szczecina", "Endorfina" i "Gaudeamus" dotarły już do Kłajpedy - końcowego portu regat The Tall Ships' Races. Finał wyścigu wielkich żaglowców w ten weekend. Nie wszystkie jednostki dotarły do litewskiego portu-mety. W drodze są jeszcze m.in. "Kapitan Głowacki", "Fryderyk Chopin" i "Hajduk", na których popłynęła największa w historii, ponad osiemdziesięcioosobowa reprezentacja Szczecina i regionu. Ideą The Tall Ships' Races są spotkania młodych ludzi, ale impreza ma też wymiar sportowy, podczas pierwszego etapu do Sankt Petersburga najlepiej ścigał się "Dar Szczecina" pod dowództwem kapitana Jerzego Szwocha, który zajął czwarte miejsce w swojej klasie. W drugim etapie jacht był dziewiąty, lepsze wiatry powiały za to "Gaudeamusowi", który zajął miejsce na drugim stopniu podium. Podczas tegorocznej edycji imprezy były też niebezpieczne momenty, na polskim żaglowcu "Pogoria" złamały się wszystkie trzy maszty. Do Kłajpedy wybiera się prezydent Szczecina Piotr Krzystek, nasze miasto będzie gospodarzem finału regat w 2013 roku. Wyświetlono 143 razy, ostatnia aktualizacja: Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-07-31 14:41:042009-07-31, 10:08: Andrzej Kutys


Polskie Radio Szczecin: Kolejka na przeprawie promowej

Coraz więcej samochodów przed przeprawą promową w Karsiborzu. Na przepłynięcie w kierunku centrum musimy czekać około 40 minut. Wyjazd ze Świnoujścia odbywa się bez przeszkód. Wyświetlono 87 razy, ostatnia aktualizacja: Piotr KOŁODZIEJSKI - 2009-07-31 09:18:492009-07-31, 09:18: Rafał Molenda


Portal Morski: Maersk Line podnosi ceny Opublikowano: 31 lipca, 2009

Maersk Line poinformował o planach podniesienia cen transportu ładunków w transatlantyckiej wymianie handlowej, jako że sytuacja firmy jest „niezrównoważona”. Wzrost stawek – o 400 dolarów za TEU oraz o 500 dolarów za kontenery 40ft, high-cube i 45ft – ma nastąpić 1 września bieżącego roku. Podwyżka ma dotyczyć ładunków kursujących między Stanami Zjednoczonymi i Kanadą oraz Europą Północną. Zdaniem zarządu Maersk Line, wprowadzenie podwyżki jest konieczne do utrzymania wysokiego poziomu usług, do którego przywykli klienci firmy.


Portal Morski: Seabed Worker - jednostka wielozadaniowa Opublikowano: 31 lipca, 2009

Norweska Stocznia Fjellstrand dostarczyła w pierwszej połowie roku wielozadaniową jednostkę offshore, zamówioną przez firmę Seabed. Seabed Worker, będący w użytku od maja, mierzy 91.6 m długości oraz 16 m szerokości gabarytowej i osiąga prędkość 15 węzłów. Statek wyposażony jest w dwa pędniki VSP typu 32R5 ECR/265-2 umiejscowione na rufie oraz dwa elektryczne silniki napędowe o mocy 2 500 kW. Dodatkowymi udogodnieniami jest wprowadzony system przeciwprzechyłowy VRS, redukujący przechył statku podczas złych warunków pogodowych oraz system dynamicznego pozycjonowania drugiej klasy. Ponadto, Seabed Worker wyposażony jest w 50-tonowy dźwig ulokowany na rufie statku oraz moon-pool przeznaczony do wypuszczania robotów ROV.


Portal Morski: Sungdong zbuduje kolejne Suezmaxy Opublikowano: 31 lipca, 2009

Południowokoreański Sungdong Shipbuilding & Marine Engineering otrzymał kolejne – w przeciągu niecałego miesiąca – zamówienie na parę tankowców Suezmax, o nośności 158 000 DWT każdy. Zamówienie złożone przez nieujawnionego europejskiego armatora ma zostać sfinalizowane w 2011 roku i kosztować łącznie 140 mln dolarów. W połowie lipca tego roku, Sungdong otrzymał zamówienie na dwie identyczne jednostki od greckiego Tsakos Group. Ponadto, Sungdong podpisał cztery lub pięć listów intencyjnych z europejskimi i azjatyckimi armatorami, dotyczących budowy tankowców Aframax oraz transportowców Capesize i Panamax. Negocjacje w sprawie tych zamówień mają zakończyć się do 14 sierpnia bieżącego roku.



MW: Marynarze przywiozą „druidów”! Gdynia 2009-07-31 10:38


W sobotę (1 sierpnia) w Gdyni zakończy się operacja transportu morskiego z Wielkiej Brytanii. Na pokładzie ORP „Toruń” do kraju powrócą żołnierze 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej – uczestnicy ćwiczenia „Druids Dance 09”. Tuż po zacumowaniu w gdyńskim Porcie Wojennym przeprowadzony zostanie wyładunek sprzętu wojskowego.


Wejście dla dziennikarzy proszę uzgodnić z rzecznikiem prasowym 3 Flotylli Okrętów kpt. mar. Grzegorzem Łyko+48 606 982 943 glyko@mw.mil.pl .


Po zakończeniu „Druids Dance 09” 32 żołnierzy 16. PDZ (pododdział 15. Brygady Zmechanizowanej z Giżycka) zostało w Southampton zaokrętowanych na okręt transportowo-minowy ORP „Toruń”. Na pokład załadowano również ciężki sprzęt wojskowy: 9 ciężarowych Starów 944 i 266, sanitarka Iveco 40WM, wóz zabezpieczenia technicznego i dwa pojazdy terenowo-osobowe Honker. ORP „Toruń” opuścił brytyjski port w poniedziałek (27 lipca) i przez Morze Północne przeszedł w Cieśniny Bałtyckie. Po wejściu na Bałtyk okręt wszedł do macierzystej bazy morskiej w Świnoujściu, gdzie uzupełnił paliwo.


Ostatnim etapem operacji jest kończący się w Gdyni rejs wzdłuż polskiego wybrzeża. ORP „Toruń” wejdzie do Portu Wojennego w sobotę (1 sierpnia) w godzinach porannych. Po zacumowaniu nastąpi wyładunek zaokrętowanego sprzętu na nabrzeże. Żołnierze 16.PDZ po „zejściu na ląd” skierują się do macierzystej jednostki w Giżycku.


Transport morski z Wielkiej Brytanii nie był jedynym zadaniem załogi ORP „Toruń”. Licząca łącznie ponad 2000 mil morskich trasa przebiegająca przez trudne pod względem nawigacyjnym obszary została wykorzystana do szkolenia załogi okrętu. Na pokładzie ORP „Toruń” w tzw. praktyce nawigacyjno-szkoleniowej uczestniczyła załoga, dla której „wąskie przejścia” Cieśnin Bałtyckich, trudne warunki hydrometeorologiczne w Cieśninie Dover i odmienny niż Bałtyku charakter Morza Północnego będą pewnego rodzaju praktycznym egzaminem morskim.


W ramach ćwiczenia „Druids Dance 09” kompania 15 Brygady Zmechanizowanej z Giżycka realizowała zadania z zakresu technik operacyjnych m.in. patrolowania, działania na posterunkach kontrolnych, konwojowania, zwalczania zasadzki zorganizowanej przez przeciwnika, zajmowania obiektów, ubezpieczenia działań, ochrony obiektów, działania w terenie zurbanizowanym. Podczas ćwiczenia żołnierze mieli możliwość porównania posiadanej wiedzy i umiejętności ze sposobem szkolenia realizowanym przez Armię Wielkiej Brytanii. Kulminacyjnym punktem „DRIUDS DANCE 09” było wspólne ćwiczenie sprawdzające przygotowanie brytyjskiej jednostki do udziału w misji stabilizacyjnej w Afganistanie - mówi por. Anna Pęzioł, oficer prasowy 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej.


ORP „TORUŃ”, wspólnie z bliźniaczymi okrętami noszącymi imiona polskich miast Lublina, Gniezna, Krakowa i Poznania, wchodzi w skład 2. Dywizjonu Okrętów Transportowo – Minowych (8. Flotylla Obrony Wybrzeża w Świnoujściu). Okręty transportowo-minowe proj. 767, typu „Lublin”, zbudowane zostały w Stoczni Północnej w Gdańsku. Przeznaczone są do załadunku z nieprzygotowanego brzegu, transportu morzem i wysadzenia na nieuzbrojony brzeg techniki wojskowej oraz żołnierzy desantu morskiego. Jednostki te mogą również transportować i stawiać miny morskie w obronnych zagrodach minowych. Okrętem dowodzi kpt. mar. Sylwester BORKOWSKI.



Trojmiasto.pl: Rekiny płyną do Gdyni, a ryby dały głos 31 lipca 2009, godz. 07:00 (35 opinii)


Nieruchome węgorze tracą swoje elektryczne właściwości.

Od piątku w gdyńskim Akwarium zamieszkają rekiny rafowe. Wprawdzie na ekspozycję trafią dopiero po kwarantannie, ale za to już teraz można w Akwarium posłuchać... węgorzy elektrycznych. Podobno dzieci i ryby głosu nie mają. To już jednak przeszłość: dzieci mają dziś znacznie lepszą pozycję w rodzinie niż kiedyś, a i ryb można sobie posłuchać, zwłaszcza od kiedy w Akwarium Gdyńskim zainstalowano... głośniki. Sprzęt nagłaśniający stanął przy akwarium z węgorzami elektrycznymi. Te ryby wytwarzają napięcie elektryczne od 300 do 600 V i natężenie prądu o wartości 1 Ampera. To w zupełności wystarczy do zabicia człowieka. - Węgorz wytwarza pole tylko kiedy płynie. Wtedy wysyła aż 20-50 impulsów elektrycznych na sekundę. Wyładowania można usłyszeć w głośnikach na drugim piętrze naszego obiektu - mówi kierownik Akwarium, Maurycy Rzeźniczak. Ekspozycja w Akwarium wzbogaci się też o dwa rekiny rafowe, które trafiły do nas prosto z Indonezji. Na razie mają po ok. 50 cm, ale w ciągu dwóch lat osiągną długość ok. 2 metrów i niezbędne stanie się zbudowanie dla nich nowego zbiornika. Będzie je można oglądać w drugiej połowie sierpnia, jak tylko zakończą niezbędną kwarantannę. To zwierzęta w ciągłym ruchu, agresywne wobec ludzi, na wolności żyjące w 250-metrowych lagunach i żywiące się krabami, ośmiornicami czy langustami. Nie wahają się też atakować nierozważnych nurków, którzy podpływają do nich zbyt blisko. Portal regionalny trojmiasto.pl autor Michał Sielski m.sielski@trojmiasto.pl



SIERPIEŃ

2009-08-01 Sobota


WP.pl: Kwarantanna na luksusowym statku; 4 000 osób uwięzionych na pokładzie

wp.pl 2009-08-01; 10:45


Kwarantanna na pokładzie statku Voyager of the Seas. Z powodu podejrzenia, że niektórzy z członków załogi i pasażerów mogą być zakażeni wirusem grypy A/H1N1 Francja nie chce wpuścić ich do Marsylii. Pasażerowie i załoga mają zakaz opuszczania statku, który wpłynął do portu w Marsylii w drodze z miejscowości Villefranche-sur-Mer. Francuskie władze twierdzą, że wśród załogi są 62 osoby z objawami grypy A/H1N1, a wśród pasażerów – dwie. Właściciel jednostki, norweska kompania Royal Cerribean zaprzecza by ktokolwiek na pokładzie był zakażony, twierdząc, że u wszystkich z takim podejrzeniem wykonano testy. U wszystkich osób - dowodzi armator - wyniki były negatywne. O losie osób znajdujących się na statku zdecyduje specjalna ekipa lekarzy, która ma wejść na statek. Jak podaje oficjalna strona armatora statku, maksymalna ilość osób jakie mogą znajdować się na statku to 4290, w tym 1176 osób załogi. Voyager of the Seas jest luksusowym statkiem wycieczkowym, zbudowanym w 1999 roku. Na pokładzie jest 12 barów, 7 restauracji, dyskoteki, 3 baseny i 6 jacuzzi, kino, teatr, kasyno,pełnowymiarowe boisko do koszykówki, sztuczne lodowisko, ściana wspinaczkowa, tor wrotkarski, boisko do golfa i wiele innych atrakcji. Statek o tonażu 138000 ton ma długość ok 311 m, rozwija prędkość 23,7 węzłów.



Puls Biznesu: Niemieckie stocznie Wadan bankrutują

PAP Puls Biznesu, pb.pl,31.07.2009 20:44


Dwie stocznie grupy Wadan we wschodnich Niemczech plajtują. Decyzję w sprawie ich upadłości ogłosić ma w sobotę sąd w Schwerinie - poinformował w piątek adwokat zarządzający tymczasowym postępowaniem upadłościowym Marc Odebrecht. Według niego w obecnej sytuacji gospodarki światowej znalezienia kupca dla zatrudniających 2400 pracowników stoczni w Rostocku-Warnemuende i Wismarze jest bardzo trudne; mimo to trwa poszukiwanie inwestora. "Jestem ostrożnym optymistą, że uda nam się znaleźć inwestora dla obu stoczni" - powiedział Odebrecht, cytowany przez agencję dpa. Jego kancelaria jest w kontakcie z kilkoma zainteresowanymi i w ciągu dwóch miesięcy może dojść do porozumienia. W piątek w Wismarze około 1500 pracowników stoczni manifestowało w obronie swoich miejsc pracy. Od ponad roku większościowym udziałowcem stoczni jest rosyjski fundusz inwestycyjny FLC West. Lecz od lutego 2008 r. zakłady nie otrzymały nowych zamówień. Mają jeszcze szansę na obiecane wcześniej rządowe gwarancje kredytowe na kwotę 190 mln euro, ale jedynie pod warunkiem, że szwedzki przewoźnik Stena Line dotrzyma umowy i zapłaci za realizację wartych 400 mln euro zamówień na budowę dwóch promów. Anna Widzyk (PAP)



Puls Biznesu: Jacht za 140 mln dolarów? Czy to możliwe?

KNS Puls Biznesu, pb.pl,31.07.2009 16:18


Dwa super jachty motorowe, zaprojektowane przez Kevina Schopfera, międzynarodowej sławy architekta, szukają nabywców. Łodzie posiadają m.in. basen i lądowisko dla helikopterów – podaje CNN. Pierwszy z nich to „Oculus”. 76 metrowa machina zadziwia wieloma gadżetami i nowoczesnością. Futurystyczny kształt i wbudowane wielkie oczy zostały zaprojektowany w sposób przypominający wielkie morskie zwierzę. Projektanci zaplanowali jednostkę dla 12 osób. Drugi projekt to 91 metrowy „Infinitas”. Jego kształt przypomina leżącą ósemkę oznaczającą nieskończoność (czyli po angielsku "infinity"). Cena „Oculusa” zaczyna się od 95 mln USD, a za „Infinitas” trzeba zapłacić minimum 140 mln USD. Według projektanta, jest kilku potencjalnych klientów zainteresowanych dwoma łodziami. Schopfer zapowiedział również, że niedługo przedstawi nowe modele jachtów.


0 komentarze:

Prześlij komentarz